Pomysł na siebie, pomysł na życie. Odcinek 3 – Psycholog sportu

 “Mistrz, to taki psycholog, który dba o swój rozwój duchowy, zawodowy i osobisty. I nie mam tu na myśli wiary bądź jej braku, ale chodzi o to, że jest to osoba, która oprócz tego, że coś potrafi, wykorzystuje wiedzę, to pracuje również sercem. Mistrzostwo, to także triada: Praca-Pasja-Pokora, a nie Sukces-Splendor-Sława” – tak o mistrzostwie w psychologii sportu opowiada wyjątkowy gość naszego cyklu – Beata Mieńkowska. Kobieta, która zaraża swoją pozytywną energią i przykład człowieka, który wkłada serce w to, co robi. Psycholog Sportu Klasy Mistrzowskiej, terapeuta, praktyk TRE. Towarzyszyła polskim sportowcom na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie, Atenach i Pekinie. Współpracowała z wieloma Związkami Sportowymi, a w ramach projektu „Otylia Swim Tour” prowadzi psychoedukację Trenerów oraz Rodziców dzieci trenujących pływanie


W tym artykule dowiesz się:
 

    1. Jak rozpoczęła się przygoda Pani Beaty z psychologią sportu?
    2. Jakimi cechami powinien cechować się psycholog sportu i co odróżnia dobrego psychologa od takiego, który osiąga mistrzostwo w tej dziedzinie? 
    3. Jak dbać o zdrowie psychofizyczne? 
    4. Czy są studia, które przygotowują do profesji psychologa sportu? Od czego zacząć swoją zawodową drogę? 
    5. Kto jest dla Pani Beaty autorytetem w dziedzinie psychologii sportu i jak poszerza swoją wiedzę?
    6. Jakie są blaski, a jakie cienie pracy psychologa sportu? 
    7. Czy, gdy pracuje się z pasją, to dzięki temu łatwiej jest przechodzić przez trudniejsze momenty? 
    8. Jak wygląda typowy dzień pracy psychologa sportu? 
    9. Jaki jest procentowy udział odważnych sportowców, którzy potrafią mówić o swoich słabościach? 
    10. Jak Pani Beata definiuje słowo „sukces” i co uznaje Pani za swoje największe osiągnięcie?
    11. Jak motywuje się zawodników już w dniach zawodów? Jaką rolę odgrywa w tym momencie psycholog sportu? 
    12. Jak doświadczenie w drużynie kadry narodowej w siatkówkę przydaje się w codziennej pracy psychologa sportu? 
    13. Czy jest recepta na to, jak osiągać doskonałe wyniki w sporcie? Czy jest ściśle określony typ osobowości, który wygraną ma we krwi? 
    14. Wynik, który uzyskujemy podczas zawodów nie jest satysfakcjonujący, bądź wręcz można go określić mianem porażki/przegranej. Jak w takiej sytuacji radzić sobie z emocjami? Jak wtedy pracuje się z taką osobą, aby nie utraciła motywacji i wiary w siebie? 
    15. Jak pracuje się z osobami, które doznały kontuzji, aby zmniejszać lęk przed takimi wydarzeniami? 
    16. Po wielu ważnych, ale i przegranych meczach, pada sformułowanie: „Nie wytrzymali presji”. Jak to faktycznie jest z tą presją w sporcie? Dlaczego zawodnicy nie radzą sobie z oczekiwaniami? Gdzie jest błąd? 
    17. Jak zawodnicy układają sobie na nowo życie po zakończeniu sportowej kariery?

 

  1. Pani Beato, zacznijmy od samego początku. Jak to wszystko się zaczęło? Jak narodził się pomysł i pragnienie bycia psychologiem sportu?

Moje pragnienie bycia psychologiem sportu narodziło się z tego, że trenowałam wyczynowo, grałam w siatkówkę w klubie AZS AWF Warszawa, byłam także reprezentantką kadry Polski i w klasie maturalnej, mój tato zadał mi pytanie, co chcę robić w przyszłości, co studiować? To był człowiek, którego można określić mianem społecznika. U nas w domu zawsze przewijało się dużo ludzi, którym pomagał: niedowidzących, niedosłyszących. To było jego wielką pasją i obserwując mojego tatę wiedziałam, że dobrze w życiu taką pasję mieć.
Wtedy na to pytanie o drogę zawodową odpowiedziałam mu: myślę, że będzie to resocjalizacja i profilaktyka.
Na co mój tato powiedział: To dla kobiety jest bardzo trudne, a może coś innego? Może coś, co jest związane z tym, czemu ofiarowałaś tyle lat. Może coś związanego ze sportem?
A ja mu na to: Tato, ale ja nie chcę iść na AWF. Mam dużo koleżanek, które tam studiują i jednocześnie trenują. To bardzo duże obciążenie. Nie widzę tego.
I wtedy mój tato powiedział magiczne zdanie: To może na psychologię?
Zaniemówiłam, bo nigdy o tym nie myślałam. Był to dzień, w którym tato przekonał mnie do tego, a był on dla mnie zawsze wielkim autorytetem.  Zdawałam na psychologię. Zostałam przyjęta, ale do innego miasta, czego nie chciałam. Zdawałam zatem drugi raz na Uniwersytet Warszawski  i zostałam przyjęta. Przydała się moja determinacja. Tak to wszystko się zaczęło.
 

  1. Jakimi cechami powinien cechować się psycholog sportu i co odróżnia dobrego psychologa od takiego, który osiąga mistrzostwo w tej dziedzinie?

To bardzo trudne, jak i ciekawe pytanie. Każdy psycholog, nie tylko psycholog sportu powinien cechować się cechami, które pomagają mu wykonywać ten rodzaj zawodu zaufania społecznego. Po pierwsze, należy pamiętać, że pracujemy z człowiekiem, a dopiero później ze sportowcem. Kluczowe jest zatem zaufanie, praca nad sobą regularność, cierpliwość oraz pokora.
Odpowiadając na 2 drugą część pytania: mistrz, to jest taki człowiek, który nadaje ton, pokazuje kierunek, ktoś w rodzaju mentora i przeciwieństwo rzemieślnika. Natomiast gdyby nie rzemieślnicy, nie byłoby mistrzów. Gdyby nie mistrzowie, nie byłoby rzemieślników. Potrzebni są i jedni i drudzy.
Mistrz, to taki psycholog, który dba o swój rozwój duchowy, zawodowy i osobisty. I nie mam tu na myśli wiary bądź jej braku, ale chodzi o to, że jest to osoba, która oprócz tego, że coś potrafi, wykorzystuje wiedzę, to pracuje również sercem. Mistrzostwo, to także triada: Praca-Pasja-Pokora, a nie Sukces-Splendor-Sława. Tak się w moim życiu złożyło, że pracowałam z mistrzami Europy, Olimpijczykami. Poznałam ich jako ludzi, cały czas się od nich czegoś uczyłam, byłam uważna, zaangażowana. Myślę, że mistrzostwo uzyskuje się właśnie wtedy, gdy konsekwentnie wykonuje się swoją pracę i jednocześnie dba o swoje własne zdrowie psychofizyczne. Trzeba być mądrym egoistą, który najpierw zadba o siebie, a później o innych ludzi. Mistrzem nie jest ten, który rezygnuje ze swojego życia i się poświęca dla innych. Jest wręcz przeciwnie. Mistrz, to osoba, która swoim życiem daje przykład dbania o siebie, a następnie o ludzi, którzy jej zaufali.
 

  1. Jak zatem zadbać o swoje zdrowie psychofizyczne?

Trzeba dbać o siebie, próbować zachować równowagę psychofizyczną. Zbyt często myślimy, że nasz rozwój psychiczny polega na tym, ze emocje które krążą wokół nas są jak wolne elektrony. A emocje krążą w naszym ciele, nie wokół nas. Ważna jest zarówno psychika, jak i stan naszego ciała. Psychologowie powinni o tym pamiętać. Dbanie o rozwój psychofizyczny, to równowaga między pracą, a odpoczynkiem. To nie oznacza 12 godzin pracy i 12 snu. Równowaga polega na tym, abyśmy równomiernie pracowali nad rozwojem duchowym, zawodowym i fizycznym. To dbanie o struktury ciała, które decydują o mojej emocjonalności. To dbanie o to, aby moje ciało było odpowiednio nawodnione, abym mogła wstawać bez bólu i kłaść się z uśmiechem pomimo zmęczenia towarzyszącego danemu zawodowi.
 

  1. A teraz pytanie od osób, które zastanawiają się nad taką ścieżką rozwoju zawodowego: czy są studia, które przygotowują do takiej profesji? Od czego zacząć swoją zawodową drogę?

Warto skończyć studia psychologiczne, ponieważ wyposażają one w wiedzę z zakresu nauk podstawowych, na bazie której można zbudować wiedzę z zakresu psychologii sportu. To nie jest tak, że od razu po studiach zaczęłam być psychologiem sportu. Po studiach jesteśmy bowiem na samym początku drogi. Trzeba wybrać sobie dodatkowe studia podyplomowe, szkołę terapeutyczną. Psychologia sportu powiązana jest także z naukami o kulturze fizycznej, anatomią, biochemią, biomechaniką – o te elementy również warto poszerzyć swoją wiedzę. Nauka natomiast nie kończy się wraz z opuszczeniem progów instytucji edukacyjnych. Konieczne jest regularne i cierpliwe podnoszenie swoich umiejętności.
 

  1. Kto jest dla Pani autorytetem w dziedzinie psychologii sportu i jak poszerza Pani swoją wiedzę?

Wolałabym nie wymieniać autorytetów bo jest ich wielu, a nie chciałabym nikogo niechcący pominąć. Po studiach, pracowałam w Instytucie Sportu w Warszawie i każdy z pracujących tam psychologów był dla mnie autorytetem. Jeden był doskonały w obszarze motywacji, drugi w metodologii nauk, inny w obszarze psychologii rozwojowej. Od każdego z nich się uczyłam. Nie boję się tego, żeby ktoś miał mną kierować w tym zawodzie.
Od zawsze uwielbiałam poszerzać swoją wiedzę i podnosić swoje kwalifikacje. Oczywiście wiele zależało od etapu życia. Jak byłam młodą mamą, to byłam pod tym względem mniej aktywna. Gdy moja mama była ciężko chora, to podarowałam jej swój czas. W międzyczasie obserwowałam, jak rozwija się obszar psychologii sportu w Polsce, Europie i Stanach Zjednoczonych.
 

  1. Każdy medal ma dwie strony. Jakie są blaski, a jakie cienie pracy psychologa sportu?

Tak jak człowiek ma wady i zalety, jak po nocy przychodzi dzień, tak też w przypadku zawodu psychologa sportu są jego dobre i gorsze strony. Ja nie przepadam za słowem blask, bo źle mi się kojarzy, a mianowicie z sukcesem, splendorem i sławą.
Dobre strony to to, że psychologia sportu ma wiele do zaoferowania samemu psychologowi, gdyż musi się on znać nie tylko na psychologii, naukach podstawowych, ale także na kulturze fizycznej i innych dziedzinach życia. To bardzo stymulujące. Nie chcę przez to powiedzieć, że wszyscy psychologowie sportu powinni kończyć Akademię Wychowania Fizycznego, czy trenować zawodowo, ale warto aby taką wiedzę również pogłębiali. Towarzyszenie ludziom, którzy osiągają sukcesy uczy nas pokory, pokazuje, jak oni radzą sobie z takimi osiągnięciami. Co ważniejsze, my towarzyszymy takim ludziom również w chwilach, gdy ponoszą porażki, a według mnie jest to jeszcze większa szkoła życia. Towarzyszenie ludziom, którzy są na samej górze jest trudne, natomiast towarzyszenie osobie, która subiektywnie bądź obiektywnie jest na samym dole jest jeszcze trudniejsze. Wobec tego, to bezcenne doświadczenie, ponieważ żadna książka nie nauczy nas tego, co praca przy skrajnych przypadkach.
Mówiąc o cieniach, warto podkreślić, że człowieka należy traktować jako całość. A skoro tak, to oprócz czasu na pracę, rozwój osobisty, potrzebuje również czasu na przyjemności, czas z rodziną i przyjaciółmi. Muszę przyznać, że niejednokrotnie zdarzyło się, że odwoływałam spotkania, na które zapraszali mnie pół roku, czy rok wcześniej, ponieważ pewne zobowiązania wynikające z terminów wyznaczanych przez polskie, czy europejskie federacje sportowe były nie do przeskoczenia, a ja musiałam się dostosować.
Czasami spotykałam się z niezrozumieniem. Najtrudniejsze jest to w odniesieniu do rodziny. Pamiętam, że gdy mój syn zdawał maturę, ja koordynowałam ten temat z lotniska w Amsterdamie, co nie było łatwe, bowiem jestem człowiekiem, kobietą, a przede wszystkim matką, która przeżywa sukcesy i porażki swojego dziecka.
Niekiedy jest tak, że mamy zbyt duże oczekiwania co do swoich możliwości, bądź zawodników. Mam wielu kolegów, którzy dość słabo sobie radzą z tym tematem. U mnie również bywało raz lepiej, raz gorzej. Najważniejsze, aby w osobie, z którą pracujemy dostrzec człowieka, a nie tylko maszynkę do robienia medali. Ważne jest też „superwizowanie” swojej pracy. Wtedy ten cień jest mniejszy.
Ja widzę głównie zalety swojej pracy, a jeśli pojawiają się cienie, to jeśli są niewielkie, to nie warto przywiązywać do nich zbyt dużej uwagi. Jeśli byłyby dużo większe, to wówczas należałoby się zatrzymać i zadać pytanie: gdzie jestem, po co to robię, dlaczego pojawiają się cienie i co warto byłoby zmienić?
 

  1. Jest Pani kobietą, która wykonuje pracę zgodną z Pani wartościami. Wkłada Pani w to swoje serce i czuć w tym pasję. Czy to dzięki temu łatwiej jest przechodzić przez te trudniejsze momenty?

Proszę pamiętać, że mam w życiu również inne pasje. Co prawda swój zawód bardzo lubię, ale nie chciałabym nazywać go pasją, bo to by znaczyło, że jestem pracoholikiem, a tak nie chciałabym o sobie myśleć. Tak, wykonuję pracę z sercem i dbam o to, aby to serce było otulone wiedzą i umiejętnościami miękkimi, które podobno posiadam. Nie jest tak, że wyssałam je z mlekiem matki, ale dbam o to każdego dnia i uważam je za bardzo pomocne w tej pracy.
 

  1. Jak wygląda Pani typowy dzień pracy? Czy w ogóle można mówić  czymś takim jak typowy dzień psychologa sportu?

Ja w ogóle nie wiem, czy można mówić, że coś jest typowe. Oczywiście jeśli mówimy stricte o samej pracy, to są pewne standardy postepowania, które jej dotyczą.
To zależy w jaki sposób pracujemy, dlatego że zwykle młodsi koledzy zaczynają od pracy w gabinetach, czy w salce obok klubu sportowego, bądź też w obiekcie psychologicznym (szeroko pojęta edukacja psychologiczna). Krótko mówiąc, ten dzień wygląda zwyczajowo tak, że umawiamy się z zawodnikiem na takie spotkanie, które trwa ok.1-1,5 godziny. Wówczas jest to praca stacjonarna. Natomiast psycholog sportu powinien towarzyszyć zawodnikowi również podczas zawodów, aby zobaczyć go w mniej komfortowych warunkach i  zobaczyć prawdziwe oblicze człowieka, z którym pracuje. Jeśli jest to praca na zgrupowaniu, to zaczynamy pobudką, często bladym świtem. Towarzyszymy im podczas rozruchu, pierwszego treningu, śniadania, drugiego treningu, obiadu. Powinien być też czas na psychoedukację. Wieczór również próbujemy zagospodarować, żeby był zgodny z programem tworzonym na potrzeby indywidualnego zawodnika, bądź zawodnika w zespole. Trudno mówić tutaj o czymś typowym, nie jest to praca w godzinach 8-16. Rozciągamy godziny swojej pracy na zawodach, często jesteśmy pod telefonem całą dobę, ponieważ różne emocje mogą się pojawić u zawodnika. Nierzadko prosi on o pomoc. To nie znaczy,  że jest słaby. Wręcz przeciwnie, to oznacza, że nam zaufał, że udało nam się zbudować relację i że jest to człowiek silny, który potrafi przyznać się i rozmawiać o swoich słabościach.
9. A jaki jest procentowy udział tych odważnych sportowców, którzy potrafią mówić o swoich słabościach?
Zdecydowana większość, ponad 75 % zawodników częściej lub rzadziej potrafili się przyznać, że sobie z czymś nie radzi. Rośnie świadomość, że jeśli chce się osiągać sukcesy, to trzeba poprosić innych ludzi o pomoc. Wąskie specjalizacje wymagają też szczególnego podejścia,  a jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach.
 
10. Jak definiuje Pani słowo „sukces”? I co uznaje Pani za swoje największe osiągnięcie?
Zacznę od końca. Nie miałam jeszcze największego osiągnięcia i uważam, że nie będę miała, dlatego że moja droga to są dążenia do osiągnięcia sukcesu. Tak się w moim życiu szczęśliwie złożyło, że zawodnicy z którymi pracowałam w większości chcą ze mną pracować dalej.
Nie umiem zdefiniować słowa sukces, gdyż dla mnie kluczowe są słowa, które już wcześniej zacytowałam: praca-pasja-pokora, a nie sukces, który kojarzy mi się ze splendorem i sławą, ponieważ to jest ulotne. Chcę abyśmy doceniali swoje osiągnięcia, natomiast kieruję się w życiu taką dewizą: Osiągnęłam. Idę dalej. Kropka.
Tu mówię również w kontekście zawodnika: „Było mistrzostwo Polski, super, doceniam to, ale nie zachwycam się i idę dalej”. Sztuką jest, aby to ponownie powtórzyć. Często jest tak, że jak zawodnicy już coś osiągną, zachłysną się tym, to nie potrafią później tego powtórzyć na optymalnym poziomie. Ważne jest, choć odrobinę podnosić swoje umiejętności przy każdym wyzwaniu. Wtedy będziemy bliżsi tego słowa „sukces”.
 
11. Towarzyszyła Pani polskim sportowcom na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie, Atenach i Pekinie. Jak motywuje się zawodników już w dniach zawodów? Jaką rolę odgrywa w tym momencie psycholog sportu?
To jest tak, że zawodnik przede wszystkim motywuje się sam. Ja jako psycholog sportu znajdując się na Igrzyskach, miałam przyjemność pracować z takim sportowcem dużo wcześniej. Moje zadanie polegało na tym, aby nauczyć zawodnika pielęgnowania odczuwania motywacji wewnętrznej. Jeśli zawodnik motywuje się wyłącznie zewnętrznie, bądź gdy motywacja zewnętrzna jest silniejsza niż wewnętrzna, to zazwyczaj kończy się to  niezadowoleniem ze startu. Psycholog sportu powinien towarzyszyć zawodnikowi, a niekiedy przypominać mu, nad czym wspólnie pracowali. Ta rola na zawodach jest głównie wspierająca. To nie jest rola edukatora, to nie jest na to czas. To moment na dawanie swoją postawą informacji: Jestem spokojna. wierzę w Ciebie.
Wspieramy go, jeśli tylko swoim spojrzeniem, gestem, czy słowem poprosi nas o wsparcie.
 
12. Była Pani niegdyś zawodniczką kadry narodowej w siatkówkę. Jak doświadczenie w drużynie przydaje się w codziennej pracy?
Doświadczenie w drużynie przydaje się bardzo. To uczy cierpliwości, kooperacji, bycia wdzięcznym za takie doświadczenie. Uczy także wybaczania i dodaje pokory. To przydaje się także w kontaktach z innymi ludźmi zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym.
 
13. Czy jest może recepta na to, jak osiągać doskonałe wyniki w sporcie? Czy według Pani jest ściśle określony typ osobowości, który wygraną ma we krwi?
Uważam, że absolutnie nie ma takiego typu osobowości, który ma wygraną we krwi. Nie chcę przez to powiedzieć, że mistrzem może być każdy. Chcę przez to powiedzieć, że mistrzem może być każdy, ale nie każdy może być mistrzem Polski, mistrzem Europy, Świata, czy Igrzysk Olimpijskich. Możemy pracować natomiast nad tym, aby tak jak pięknie mówi w swoim projekcie Otylia Jędrzejczak „Otylia swim tour” -> Zostać mistrzem życia! Są oczywiście pewne cechy osobowości, które w tym pomagają, ale są inne cechy osobowości, których brak można kompensować pracą nad sobą, pracą z psychologiem lub innymi ludźmi, którzy pomogą nam spojrzeć na swoje życia z punktu widzenia obserwatora życia, a nie aktora swojego życia.
Gdy byłam młodym psychologiem, miałam odwagę wystąpić na konferencji w Instytucie Sportu i zanegować oświadczenie pewnego profesora, że istnieje coś takiego jak model mistrza. Nie istnieje coś takiego jak model mistrza. Wielu zawodników, z którymi pracowałam, posiadało cechy osobowości, uznawane za niesprzyjające w osiąganiu mistrzostwa, a mimo to zostały mistrzami nie tylko Europy, Świata, Polski, ale też Olimpijskimi. Nie przywiązuję się zatem do jakiegokolwiek modelu mistrza, osobowości, która wygraną ma we krwi.

 
Ciekawe jest pytanie dotyczące recepty na osiąganie doskonałych wyników w sporcie. Lubię taką zasadę stworzoną przez psychologów amerykańskich, że trzeba być przygotowanym psychofizycznie. Predyspozycja temperamentna jeśli chodzi o fizyczność jest konieczna, abyśmy mogli naśladować ruchy, które ktoś pokazuje.  Czy recepta jest taka, że jak ktoś nie ma takich cech, to nie będzie mistrzem? Nie, ponieważ w dalszym ciągu te cechy temperamentalne „mniej służące wykonaniu zadania sportowego” można kompensować i można nad nimi pracować. Po drugie myślę, że każdy człowiek, który jest uważny w tym co robi, ma większe szanse osiągać doskonałe wyniki w sporcie. Po trzecie człowiek, który jest waleczny, jest „fighterem” może osiągać lepsze wyniki w sporcie.
Ale też człowiek, który potrafi bawić się tym co robi, jako cel sam w sobie, chociaż nierzadko traktuje to jako etap do osiągania pewnego celu np. życiowego też ma większe szanse osiągać doskonałe wyniki w sporcie. Człowiek, który cieszy się z tego co robi ma większe szanse osiągać sukcesy w sporcie dlatego, że w dalszym ciągu może kontrolować to, co jest tu i teraz.
Taką cechą, która też pomaga, jest konsekwencja w postępowaniu. Co więcej, koledzy psychologowie pracujący w różnych obszarach często mówią, że ważna jest koncentracja. Ja wolę używać słowa uważność, czyli po angielsku „focus”, ponieważ bardziej kojarzy mi się z uważnością na ciele i umyśle. Być może jest to związane z tym, że jak zaczęłam pracować jako psycholog, to pewien zawodnik powiedział do mnie:
Wiesz, mnie słowo koncentracja kojarzy się ze stanem napięcia, ja nie lubię jak ktoś do mnie tak mówi.
To się go zapytałam:  to jak chciałbyś abym do Ciebie mówiła.
A on mówi: to może, abym był bardziej uważny.
No to uznaliśmy, że pozostaniemy przy tym słowie. Oczywiście można mówić o różnych potocznych określeniach typu: zawodnik, który osiąga doskonałe wyniki w sporcie, to zawodnik zdeterminowany, pracowity, punktualny. Natomiast te kilka czynników, które wymieniłam na początku są taką ścianą nośną warunkującą doskonałe wyniki  w sporcie.
 

  1. Przychodzi pierwszy dzień zawodów/ważny mecz, do którego przygotowaliśmy się przez długi okres czasu. Wynik, który uzyskujemy nie jest satysfakcjonujący, bądź wręcz można go określić mianem porażki/przegranej. Jak w takiej sytuacji radzić sobie z emocjami? Jak wtedy pracuje się z taką osobą, aby nie utraciła motywacji i wiary w siebie?

Młody zawodnik trenuje pod okiem trenera, który ma wystarczające umiejętności, aby go podźwignąć w takiej sytuacji. Jeśli my pracujemy z takimi zawodnikami i mieliśmy wcześniej czas, aby nauczyć zawodnika radzenia sobie z emocjami, to nasze zadanie polega na tym, aby przypomnieć temu zawodnikowi, jak to się robi jeśli on o tym zapomniał. W psychologii mamy 3 podstawowe sposoby radzenia sobie z emocjami: styl  zadaniowy, styl emocjonalny, styl unikowy – ten dzieli się na styl związany z poszukiwaniem kontaktów towarzyskich lub podejmowaniem czynności zastępczych. Najlepiej jest radzić sobie w sposób zadaniowy – sposób optymalny. Zawodnik często potrzebuje porozmawiać po takim przegranym meczu z trenerem, psychologiem, czy przyjacielem.
Ja osobiście zwracam także uwagę na pracę z ciałem, czyli przypominam umiejętności związane z prawidłowym oddechem, tak aby wykorzystać pracę przepony w sposób optymalny, by nasz oddech był oddechem prawidłowym, a nie paradoksalnym. Praca z ciałem powoduje również przywrócenie motywacji i zwiększenie wiary w siebie, a wiara ta zwiększa nasze umiejętności.
Zawodnikowi pomagają koledzy, lekarze, fizjoterapeuci, ale to on musi odtworzyć te umiejętności, które wypracował z psychologiem, czy to w obszarze wizualizacji, relaksacji, czy pozytywnego myślenia – wszystko to musi być oparte na wiedzy o swoim ciele i doświadczaniu rozróżnienia między napięciem, a rozluźnieniem.
 

  1. Kontuzja, to słowo, które budzi niepokój zarówno wśród zawodników profesjonalnych, jak i osób, które uprawiają sport amatorsko. Wiele osób, po jej doznaniu nie wraca już do sportu z uwagi na ryzyko ponownego wystąpienia takiego zdarzenia bądź powikłania po kontuzji. Jak pracuje się z osobami, które doznały kontuzji, aby zmniejszać lęk przed takimi wydarzeniami?

To jest temat rzeka, temat na odrębną rozmowę. Mówiąc w skrócie: dokonałabym najpierw podziału na zawodników profesjonalnych i tych, co uprawiają sport amatorsko. Jeżeli chodzi o profesjonalnych zawodników, to pracuje się głównie fizjoterapeutycznie. Pracuje się przede wszystkich na zasobach, czyli na tym, co zawodnik miał zanim kontuzja go dosięgnęła. Pracuje się nad tym, aby odtwarzać te sytuacje, które były sukcesami bądź osiągnięciami zawodnika (mówię o kontuzjach nietrwałych, po których można wrócić do sportu).
Zawodnicy mają zwykle wiele nagrań ze swoich startów. Mogą ten czas przeznaczyć również na uporządkowanie swoich spraw, np. na zwiększenie swoich kompetencji w zakresie treningu relaksacyjnego, ponieważ ciało, które posiada optymalny stan napięcia wraca szybciej do stanu zdrowia niż ciało, które jest cały czas napięte. Proszę pamiętać, że uprawiając sport wyczynowy ciało jest kilka godzin napięte z powodu wysiłku fizycznego jakiego doznaje.  Już nie wspomnę o zdarzeniach w życiu zawodnika, w których również mięśnie powierzchowne i mięśnie głębokie są napięte do granic możliwości.
Jeżeli znamy zawodnika i już wypracowaliśmy z nim różne metody i narzędzia radzenia sobie z emocjami, to wracamy do tego, odtwarzamy to. Jeśli mamy jakieś nagrania z obszaru wizualizacji sprzed kontuzji to również to odtwarzamy, aby zawodnik nie utracił wiary w to, że może powrócić do poziomu mistrzostwa sprzed kontuzji. To się wszystko wiąże ze zmniejszeniem lęku przed takimi wydarzeniami i pracuje się tutaj i na poziomie poznawczym, czyli zmiany w sposobie myślenia, ale również szczegółowo w obszarze ciała.
Jeśli chodzi o amatorów sportowych, to mam wrażenie, że coraz więcej ludzi uprawiających sport nie otacza się fachowcami. „ee tam sport…mogę sobie pobiegać, popływać lub pojeździć na rowerze i nic mi nie będzie”. Nie biorą pod uwagę tego, że ciało powinno być optymalnie przygotowane do wysiłku, czyli rozgrzane, że ciało po każdym wysiłku powinno zostać „schłodzone”, czyli powinno być rozciągnięte, czyli mięśnie powinny zostać doprowadzone do optymalnej długości, aby można było podjąć kolejną jednostkę treningową. Zwracam uwagę na to, ponieważ coraz więcej trafia do mnie takich osób, które mają zmęczeniowe złamania kości, bądź różnego rodzaju dolegliwości psychosomatyczne wynikające z nadmiarowości uprawiania sportu bez dostatecznej wiedzy na ten temat.

  1. Po wielu ważnych, ale i przegranych meczach, pada sformułowanie: „Nie wytrzymali presji”. Jak to faktycznie jest z tą presją w sporcie? Dlaczego zawodnicy nie radzą sobie z oczekiwaniami? Gdzie jest błąd?

Rozumiem, że Pani mówi o sytuacjach, gdzie zawodnicy przegrali mecz, czy też nie zdobyli medalu, czy też nie poprawili swojej życiówki. Presja w sporcie jest ogromna, bo płynie z różnych źródeł. Informacja zwrotna dotyczy rodziny, przyjaciół, sponsora, drużyny. Jest też presja wewnętrzna: Dlaczego mimo że tak ciężko pracowałem, nie mogę zrealizować swojego marzenia? Dlaczego moje ciało zawodzi? Dlaczego moje ciało, które na treningu radzi sobie 10/10, nie może sobie poradzić tak samo na zawodach? Presja jest ze wszystkich stron i chodzi o to, aby odczuwać ten start, który jest przed nami jako rodzaj wyzwania, a nie zagrożenia. W momencie wyzwania w naszym ciele wydzielają się hormony, które pomagają nam poczuć, że to, co robimy sprawia nam radość. Hormony wydzielane podczas odczuwania zagrożenia powodują, że my tej radości nie mamy prawa czuć, bowiem jesteśmy w przewlekłym stanie walki bądź ucieczki – serotonina ma wówczas małą rację bytu. Nie twierdzę, że w sytuacji wielkiego wysiłku fizycznego serotonina się nadmiernie wydziela, bo tak nie jest, ale w naszym życiu równowaga między wydzielaniem adrenaliny i serotoniny jest niezbędna.
Myślę, że zawodnicy nie radzą sobie z oczekiwaniami, ponieważ nie posiadają umiejętności radzenia sobie z takimi oczekiwaniami, albo posiadają wiedzę, która jest niezgodna z wiedzą naukową, zgodnie z którą, aby osiągnąć stan „flow”, powinna być równowaga pomiędzy wyzwaniem, a osiągniętymi umiejętnościami. Trzeba mieć świadomość, że informacja zwrotna napływa nieustannie i z zewnątrz i wewnątrz i powinniśmy się cieszyć z tego, co robimy mimo zmęczenia i wysiłku, który wydaje się nadludzki.
Gdzie jest błąd? Ja nie wiem, czy będę mówiła o błędzie, ponieważ w sporcie każdy musi przegrać lub wygrać. Gdyby wszyscy wygrywali, to byłoby to jakieś science-fiction. Nie ma takiej możliwości. Nie chciałabym powiedzieć, że błąd jest w ludziach, bo każdy z nas popełnia błędy. To aksjomat więc po co o tym dyskutować. Nie chciałabym zarzucać zawodnikom, że nie pragną podwyższać swoich umiejętności. Nie zawsze trafiamy do najlepszego lekarza, fizjoterapeuty, czy psychologa, a nawet jak trafiamy do „najlepszego” to też nie znaczy, że on nam pomoże.
Jest to zbiór wielu przyczyn, które jeden z wybitnych polskich psychologów, akurat nie z obszaru psychologu sportu, ale psychologią sportu się interesujący, Bogdan Wojciszke, mówi, że wszystko wynika ze wszystkiego w psychologii. To tak na zakończenie tego pytania.
 

  1. W wielu dyscyplinach sportu, ograniczeniem jest wiek. Zawodnik trenuje, trenuje, przekracza magiczną granicę i ze sportem musi się pożegnać. Co wtedy? To chyba dość trudne, aby na nowo ułożyć sobie rzeczywistość?

Coraz częściej mówi się o tym, że ten rozwój zawodnika uprawiającego sport powinien być co najmniej 2-torowy, czyli aby przygotowywać zawodnika do jak najlepszego wykonania zadania sportowego, ale też aby stwarzać mu warunki, aby był on przygotowany do życia.To trudne zrezygnować ze sportu, ponieważ ośmieliłabym się powiedzieć, że istnieje takie uzależnienie od adrenaliny, które w momencie kiedy przestajemy trenować, jest trudne do zagospodarowania. Oczywiście wielu zawodników ma problem z przejściem z czynnego uprawniania sportu w stan spoczynku. Obserwuję, że jest coraz więcej programów ułatwiających to przejście, ale jest też wielu zawodników, którzy potrafią swoją sportową drogę kontynuować po zakończeniu kariery. W dalszym ciągu chcą się dzielić swoim doświadczeniem z zawodnikami młodszymi, trenerami, z rodzicami tych zawodników, bardzo często są osobami, które dalej pracują w polskich związkach sportowych, niektórzy  zawodnicy zostają trenerami  lub osobami, które wspomagają proces treningowy. Wielu jest psychologami, fizjoterapeutami. Jest też grupa, która kończy studia medyczne, po to aby realizować się w obszarze medycyny sportowej. Nie jest to łatwe. Jest to trudne, ale tych rozwiązań jest coraz więcej i pomysłów na to, aby swoje życie po zakończeniu kariery zawodowej związać ze sportem ma coraz więcej zawodników.