O życiu i pracy w barwnych Indiach oczami Renaty

“Odkąd zaczęłam podążać za mottem „Bój się i rób” wiele drzwi stanęło przede mną otworem. Coś pchnęło mnie w to indyjskie nieznane… Pełna obaw, ale też pełna nadziei skoczyłam na głęboką wodę, bo Indii wcześniej nie znałam i przyznając się bez bicia – nie miałam pojęcia, co mnie spotka zaraz po tym jak wyląduję w tak dalekim kraju” – tak o początkach swojej przygody w Indiach opowiada Renata Cieślak: z zamiłowania aktywistka społeczna, z wykształcenia marketingowiec, z zawodu tłumacz. Każdego dnia uczy się podejścia pełnego miłości do siebie i drugiego człowieka, wewnętrznego spokoju i spełnienia. Odnalazła się w odległych Indiach, kolebce wielu religii, kultur i tradycji, które stały się dla niej miejscem pełnym harmonii i spokoju. Razem ze swoją wielokulturową rodziną mieszka obecnie w Pune, a o swoim życiu w Indiach opowiada również na blogu No problem in India.
W tym odcinku cyklu “Dookoła Pracy” ruszamy do Indii! 🙂



DECYZJA I POCZĄTKI PRZYGODY W INDIACH

  1. Renato, w naszej podróży dookoła pracy dotychczas najdalej zawędrowaliśmy do Bahrajnu (ponad 3800 km od Warszawy w linii prostej). Nie spodziewaliśmy się, że naszych rodaków będzie można spotkać jeszcze dalej, a mianowicie w położonych ponad 6000 km stąd Indiach! Skąd decyzja o emigracji do tak egzotycznego i odmiennego kulturowo kraju?

Jestem typowym przedstawicielem pokolenia Erazmus. Chodziłam do szkoły, kiedy Polska wkraczała do Unii Europejskiej, studiowałam kiedy granice podróżowania i pracy zacierały się wraz z otwieraniem się rynków pracy. Jestem pokoleniem uczonym otwartości do innych kultur, na podprogowej, choć pozytywnej presji współpracy międzynarodowej, wymian studenckich, zagranicznych staży, praktyk i stałej pracy poza granicami kraju. Osobiście idea pochłonęła mnie niemal całkowicie! Odkąd pamiętam już od czasów licealnych rokrocznie wyjeżdżałam na wakacyjne staże lub wolontariaty do Francji, Niemiec, Czech, Rosji aż pewnego dnia nadarzyła się okazja wyjazdu ciut dalej – do Indii, na roczny kontrakt do jednej z globalnych korporacji IT. Pomogła mi w tym organizacja studencka AIESEC, która organizuje wolontariaty i praktyki studenckie w ponad 100 krajach na świecie.
Może znacie to uczucie, kiedy w jednej chwili boicie się nowego, a w następnej nie możecie doczekać się co będzie dalej? Odkąd zaczęłam podążać za mottem „Bój się i rób” wiele drzwi stanęło przede mną otworem. Coś pchnęło mnie w to indyjskie nieznane… Pełna obaw, ale też pełna nadziei skoczyłam na głęboką wodę, bo Indii wcześniej nie znałam i przyznając się bez bicia – nie miałam pojęcia, co mnie spotka zaraz po tym jak wyląduję w tak dalekim kraju.

  1. Opowiedz o swoich początkach w Indiach. W jakim języku porozumiewałaś się i co było największym wyzwaniem w pierwszych miesiącach Twojego pobytu?

Zawsze uważałam, że nie ma dziwnych pomysłów, są tylko ludzie, którzy boją się je realizować. A już na pewno, że moje takie nie są. Podobnie było z zamiarem wylotu do Indii, bo ku mojemu zdziwieniu okazało się, że niemal wszystkie przedwyjazdowe obawy nie zawsze były uzasadnione. Owszem, byłam już wcześniej w Indiach turystycznie i jak najbardziej wiedziałam, że klimat, warunki sanitarne, czy jedzenie będą początkowo wyzwaniem. Z tyłu głowy jednak kołatała myśl, że pobyt dwutygodniowy, a planowany pobyt na rok, dwa lata, czy na stałe to dwie zupełnie różne opcje i do każdej trzeba przygotować się i przystosować inaczej, świadomie, bez pośpiechu. Stąd wszystko do czego byłam przyzwyczajona, standard życia jaki znałam, wszystko to musiało zejść na dalszy plan.
Komunikacja w Indiach, szczególnie z młodymi, bardzo otwartymi i pomocnymi ludźmi nie stanowiła i nadal nie stanowi problemu, czy to na południu Indii, czy na północy – praktycznie wszystko da się załatwić w języku angielskim. Języki regionalne jak najbardziej są obecne (Indie zamieszkiwane są przez różne ludy, które posługują się w sumie 415 językami i około 1600 dialektami), co daje się odczuć szczególnie jeśli chodzi o akcent i wymowę niektórych słów z naleciałościami języków rodzimych, ale nie taki diabeł straszny!
Nikogo nie będę naciągać – pokonanie barier kulturowych zajmuje trochę czasu, ale warto mieć otwartą głowę i serce, a wtedy nawet brud przestaje tak bardzo rzucać się w oczy, a upał staje się lżejszy do zniesienia.

  1. Jak odnalazłaś się w kraju o całkowicie innym klimacie, kulturze, a także religii?

Odpowiem na to pytanie trochę z innej strony – odnajduję się tu codziennie po trochu, każdego dnia w innej odsłonie, w innej roli, innej sytua
cji. Jako Polka, emigrantka, córka, siostra, matka, żona. Myślę, że po latach emigracji byłabym w stanie dostosować się podobnie w każdym innym miejscu na ziemi.
Dzięki tak drastycznym różnicom kulturowym codziennie uczę się, jak zachować równowagę między tym, w czym zostałam wychowana, a tym gdzie żyję obecnie. Szczególnie w Indiach, które są niesamowitą mozaiką kulturową i nie pozostawiają Cię obojętnym wobec tego, co jest na ulicy, tuż za rogiem, w lokalnym sklepie…
Emigracja zmusiła mnie do wychodzenia ze swojej strefy komfortu nie raz, nie dwa. Jestem bardziej zaradna, wiem kiedy obracać życie w żart, cieszyć się chwilą i być szczęśliwą pomimo braku pieniędzy. Nauczyłam się szanować ludzi, którzy są w moim życiu na chwilę i pozwalać im odchodzić bez żalu.

  1. Dokończ proszę zdanie: „Gdy przyleciałam do Indii, to najbardziej zaskoczyła mnie…”

…energia Hindusów, tętniące życiem ulice nocą i uderzająca różnica wilgotności powietrza między klimatyzowanym wnętrzem samolotu, a wnętrzem lotniska. Być może jest to za dużo naraz jak na pierwszy raz dla świeżo przybyłego turysty, ale to właśnie taka mieszanka pcha Cię w indyjskie nieznane jutro.

PRACA. WARUNKI ZATRUDNIENIA
5. Jak szukałaś pracy w Indiach? Czy potrzebna jest specjalna wiza, aby móc wykonywać pracę zarobkową? Są jakieś ograniczenia?
Legalna praca w Indiach jest przyjemnością zaraz po tym jak tylko przebrnie się przez wszystkie formalności imigracyjne…które teraz z perspektywy czasu wydają mi się nieskończoną listą dokumentacji, papierologii i niesamowicie powolnej indyjskiej administracji. Wymagana jest wiza pracownicza lub biznesowa, w zależności od celu przyjazdu do Indii.
Moja pierwsza praca w Indiach to roczny kontrakt-staż (ograniczony okresem ważności wizy) w jednej z globalnych korporacji IT. Skorzystałam z pomocy organizacji studenckiej AIESEC, która pośredniczy w procesie rekrutacji studentów oraz świeżo upieczonych absolwentów uczelni wyższych. Tę pracę załatwiłam zdalnie z Polski, rozmowy rekrutacyjne odbywały się na skype bądź telefonicznie. Taki sposób wyjazdu do Indii jest dość popularny również jeśli chodzi o wyjazdy wolontariackie, choć tutaj częściej aplikuje się o wizy turystyczne.
Drugim, znacznie bardziej efektywnym sposobem szukania pracy w Indiach było szukanie jej będąc już na miejscu, w samych Indiach. Posiadając indyjski numer telefonu, będąc mobilną „lokalnie”, rejestrując profil na lokalnych portalach pracy znacznie łatwiej było mnie namierzyć oraz umówić na rozmowę kwalifikacyjną. Co wcale nie znaczy, że praca dla obcokrajowca leży na ulicy i jest łatwo dostępna.
Jest szereg wymagań, bardzo restrykcyjnych (startując np z wyrobieniem wizy pracowniczej, które  odbywa się poza Indiami, wysokością wypłaty, sposobem opodatkowania pracowników z zagranicy, a kończąc na odpowiednich – bardzo unikalnych kwalifikacjach kandydata), które często uniemożliwiają firmom, szczególnie małym lub średnim, zatrudnienie osób spoza Indii, co jest dość logiczne przy tak wielkiej populacji Hindusów.
Rynek wewnętrzny jest chroniony przed napływem zagranicznego kapitału ludzkiego, bo niemal wszystkie wymagania mogą być „pokryte” zasobami lokalnymi. Trzeba mieć szczęście jeśli firma wybierze kandydata z zagranicy, choć nawet i to nie skróci bolączki imigracyjnej, bo często sami Hindusi z działów HR nie wiedzą na czym polega proces legalnej rejestracji takiego pracownika.
 

  1. Jakie zawody są „w cenie” w Indiach i na co należy zwrócić uwagę podczas szukania pracy? Jakie są różnice w porównaniu do polskich realiów?

Nie odkryję Ameryki na nowo jeśli powiem, że większość wielkich biznesów Zachodu jest nadal outsourcowana do Indii przez wzgląd na mniejsze koszty, wsparcie 24/7 oraz solidność wykonania usług, szczególnie w sektorze IT.
Wykwalifikowani specjaliści, unikalne umiejętności (np. językowe), doświadczenie, które nie są – po wielu próbach rekrutacji – dostępne w samych Indiach, stają się podstawą do rozpoczęcia rozmów o zatrudnienie oraz proces wizowy. Większość obcokrajowców, którzy pracują w Indyjskich firmach przyjeżdżają na czasowe kontrakty – np. dwuletni pobyt, są delegowani z rodzimych firm, które zdecydowały się na outsourcing usług, więc koszty ich pensji są wliczone w kontrakt.
Osoby, które decydują się na samodzielne poszukiwanie pracy mają pod górkę, bo indyjski rynek jest hermetyczny. Nie jest to niemożliwe, ale dość trudne. Co jest „w cenie”? Obstawiałabym nietuzinkowe połączenie zestawu językowego, inżynierskiego oraz jakiejś dodatkowej umiejętności, która wyróżnia kandydata. Jedna z moich znajomych pracowała w Indiach na wizie pracowniczej jako manager do spraw rekrutacji z językiem chińskim będąc inżynierem z wykształcenia, bo firma przez ponad rok nie była w stanie znaleźć nikogo kto spełniałby wymagania.
Przy samym poszukiwaniu pracy warto uświadomić firmę już na samym początku z czym wiąże się zatrudnienie obcokrajowca, bo machina imigracyjna jest dość uciążliwa i nie każdy chce i może sobie na to pozwolić.
 

  1. Jak wygląda typowy dzień pracy? Czy są jakieś cechy charakterystyczne? I czy są określone godziny pracy? W Polsce, pełny etat to ustawowo 8 godzin dziennie, 40 godzin tygodniowo. Jak wygląda to w Indiach?

Ciężko jednoznacznie odnieść się do tego pytania. Na pewno zależy to od rodzaju i stanowiska jakie wykonujemy. Inaczej dzień rozkłada się dla niskobudżetowego pracownika fizycznego pracującego na budowie, inaczej dla młodego absolwenta zaraz po ukończeniu studiów, inaczej dla wolontariusza, a inaczej kierownika zespołu w korporacji.
To z czym osobiście się spotkałam w indyjskich korporacjach, sektor IT, usługowy profil firmy, czyli tam gdzie pracuję od ponad 3 lat – to delikatny kolokwialnie rzecz ujmując korpo wyzysk :). w mojej obecnej firmie dziennie pracujemy 9.5 godziny, praca od poniedziałku do piątku, dni wolne w święta ustalone oficjalnym kalendarzem. Ale byłam również częścią organizacji, która nie uznawała dni wolnych od pracy, nawet świąt narodowych, a także wprowadzała 6-dniowy system pracy. Wszystko zależy od realizowanego kontraktu oraz podejścia zarządu.
Godziny pracy – tu również decyzja należy do firmy. Czasem jest to system zmianowy (rano, popołudnie, noc), czasem tzw general shift – czyli zmiana dzienna, standardowo 9.00-18.00, choć niekiedy więcej tu swobody, o ile pracownicy nie muszą odbijać się na czytniku o konkretnej godzinie.
Podejście Hindusów do punktualności, które początkowo wystawiało moją cierpliwość na próbę, teraz wydaje się dość zrozumiałe – istotnym czynnikiem jest po prostu klimat (np. pora monsunowa) czy np. korki, bo ilość samochodów oraz innych pojazdów, szczególnie w godzinach szczytu powoduje znaczne opóźnienia. Czasem firma zapewnia transport pracownikom, taksówki pracownicze dbają, żeby ludzie zostali odebrani spod domu do firmy i odwrotnie.
 

  1. Gdy czytamy opowieści o pracy w Indiach, to bardzo często pojawia się stwierdzenie, że jest to kraj, w którym w szczególny sposób widoczna jest hierarchiczność, również w biurze. Jak jest w rzeczywistości?

Przykład korporacyjny. Całość jest zdecydowanie mocno podporządkowana pod procesy – nie ma mowy o obejściu ich – jest to dobre dla zorganizowanych osób, choć czasem brak tu czynnika ludzkiego, elastyczności i zwykłego ludzkiego zrozumienia, ciężko te procedury obejść. Śmiem nawet twierdzić, że hierarchiczność, o którą pytacie jest niekiedy odbiciem społeczeństwa – silnie patriarchalny indyjski system. Oczywiście zależy to od doświadczenia przełożonego – im rozleglejsze doświadczenia zdobył, np. odbywając podróże biznesowe, spędzając jakiś czas za granicą, tym większe prawdopodobieństwo, że nasze prośby zostaną wysłuchane.

  1. A jak wygląda sytuacja kobiet na rynku pracy? Czy są zawody, które dostępne są wyłącznie dla mężczyzn?

To nie jest tak, że jest wyraźny podział na stanowiska dla kobiet i mężczyzn. Nie wskazywałabym tutaj większej różnicy między Zachodem a Indiami. Obecnie kobiety jak i mężczyźni mają równy dostęp do rynku pracy, a ich rekrutacja odbywa się podobnie do Europejskich standardów.
To co mogę podpowiedzieć z moich obserwacji – to to, że w Indiach częściej spotyka się kobiety rezygnujące z kariery zawodowej i oddające się pielęgnacji ciepła domowego ogniska niż mężczyzn. Zawód typowo kobiecy to „gospodyni domowa”, choć i tu zdarzają się wyjątki od reguły.

  1. Urlopy. Do ilu dni urlopu wypoczynkowego rocznie uprawniony jest pracownik? I oczywiście, co w przypadku choroby? Można wówczas skorzystać ze znanego nam L4?

W dużych firmach rocznie przysługuje 20 dni wolnego (tzw. casual leave) oraz 5 dni L4 (tzw. sick leave). Jeżeli przekroczymy przysługujący nam limit – musimy zaaplikować o tzw. LOP (loss of pay) czyli bezpłatne wolne.

  1. I teraz pytanie, które zapewne zainteresuje zwłaszcza inne kobiety. Jak wygląda urlop macierzyński w Indiach?

Sytuacja kobiet na rynku pracy i urlopu macierzyńskiego na przestrzeni ostatniego roku znacznie się poprawiła. Podam przykład jedynie korporacyjny, bo jest mi on na tę chwilę najlepiej znany. Od 2017 roku płatny urlop macierzyński został wydłużony do 6 miesięcy (wcześniej były to 3 miesiące) wraz z możliwością przedłużenia, choć ta opcja płatna już nie jest. Większe firmy rozumieją potrzeby pracowników, coraz częściej zakładane są przyzakładowe żłobki czy przedszkola. Jak jest z mniejszymi – nie do końca mi wiadomo.
 
ŻYCIE W INDIACH. ZŁOTE RADY

  1. Indie, to kraj wielu skrajności. Jaki jest zatem standard życia w Indiach oraz relacja zarobków do kosztów utrzymania?

Standard życia w Indiach zależy od nas samych. Jeśli chcemy codziennie jadać na mieście, jeździć do pracy taksówką, podróżować samolotami to koszty wzrastają – jak w każdym innym kraju. Decyzja należy do nas, bo tanie życie w Indiach jest możliwe i może być równie przyjemne.
Znam przykłady osób, które za 15000 INR (ok. 833 PLN – przyp. redakcji) miesięcznej pensji są w stanie utrzymać 4 osobową rodzinę, a znam również i takich, którym 100000 INR (ok. 5555 PLN – przyp. redakcji) nie wystarcza do końca miesiąca.
 

  1. Jak wygląda dostępność oraz jakość transportu publicznego?

Komunikacja miejska w Indiach istnieje i działa dość dobrze, choć początkowo wydaje się totalnym chaosem. Z racji rozległego obszaru kraju, a tym samym często bardzo długich dystansów pomiędzy obiektami, kwestia komunikacji w Indiach jest istotna przy planowaniu, realizacji wyjazdów krótkich, czy długich oraz dojeździe do pracy.
W Indiach mamy do dyspozycji kilka opcji począwszy od rikszy (lokalny tuk tuk) przez autobusy i pociągi (krajowe i lokalne), a kończąc na samolotach. W zależności od tego, na jaki środek transportu się decydujemy, planowanie trzeba rozpocząć wcześnie, bo im szybciej zarezerwujemy miejsce, tym mniej zapłacimy (szczególnie przy opcji lotu) oraz tym większe szanse, że nie trafimy na listę oczekujących pasażerów (WL-waiting list) jeśli decydujemy się na podróżowanie pociągiem.
Tanim i ogólnie dostępnym rozwiązaniem jest również autobus (do wyboru są przewoźnicy linii publicznych, jak i prywatnych). Bilety albo rezerwujemy przez Internet (lub w okienku) lub kupujemy na miejscu (u konduktora). Dla tych, którzy cenią niezależność i trochę więcej swobody – dobrą opcją jest wynajęcie prywatnego samochodu z kierowcą, polecam ustalić cenę przez rozpoczęciem jazdy. Jeśli chodzi o przemieszczanie się w mieście – popularne jest zamawianie taksówek czy autorikszy przez aplikacje mobilne (Ola, Uber).

  1. W Polsce, preferowany jest zakup mieszkania na własność, w Niemczech natomiast prym wiedzie wynajmowanie mieszkań. A jak jest w Indiach?

W Indiach jest duża mobilność na rynku pracy, częste relokacje, nawet przy zmianie pracy w innym mieście, szkolenia powodują, że łatwiej jest wynajmować mieszkanie niż kupować 🙂
To, co rzuca się w oczy to z jednej strony popyt ze strony migrujących pracowników, z drugiej podaż, bo ludzie właściwie żyją tu z wynajmowania mieszkań. Tempo budowy mieszkań, osiedli czy budynków wolnostojących jest olbrzymia w Indiach, stąd tak wielki i nieprzemyślany architektoniczny chaos w wielu miastach.
Należy natomiast wspomnieć, że Hindusi cenią sobie własne cztery kąty, nierzadko zaciągają wieloletnie kredyty, żeby to marzenie zrealizować.
 

  1. Co robią Hindusi po skończonej pracy? Czy mają jakieś ulubione formy spędzania czasu wolnego?

Praca kończy się późno, czasem o 20.00 czasem później, często projekty korporacyjne są dostosowane godzinowo do klientów z Europy, Ameryki czy Australii – trzeba dodatkowo liczyć czas transportu, to dodatkowe 30-60 min jeżeli ktoś mieszka niedaleko. Wieczory Hindusi spędzają rodzinnie, wracają późno, ale też kładą się spać późno. Ich czas wolny to zazwyczaj poranki – siłownia, joga, bieganie jeśli lubią spędzać ten czas aktywnie, poranna gazeta, telewizja – jeśli preferują spokojne poranki.
 

  1. Jacy są mieszkańcy Indii? Jakie wartości są dla nich najbardziej istotne?

Dużo by tu mówić! Zarówno o zaletach, jak i wadach. Trudno jest jednak generalizować, bo Indie są przeogromne i mnogość charakterów i postaw różni się od północy do południa, od wschodu przez zachód.
Wiem, że Hindusów jest dużo, że można spotkać się z różnymi, często sprzecznymi opiniami na ich temat. Jeśli jednak trafisz na „Twój typ przyjaciół” zapewniam Cię, że będą z Tobą na dobre i złe. Obcując z nimi dowiadujemy się sporo na swój temat i człowieczeństwa samego w sobie. Ludzie w Indiach mają naturalną potrzebę pomagania, co jest wspaniałe i nie raz, nie dwa może ocalić Ci skórę. Z drugiej strony tej pomocy sami potrzebują, bo bieda jest tam przygnębiająca. Niekiedy potrzebne są umiejętności, czasem dobre słowo i współczucie. Ci, którzy chcą poczuć się potrzebni wybierają Indie jako cel podróży i… nie żałują.
To co mnie osobiście szczerze uderza, to to, że są niebywale pogodnym i radosnym narodem, cieszą się z małych rzeczy, łatwo i często na ich twarzy gości uśmiech, są przyjaźni i zainteresowani każdą nową twarzą, a do tego bardzo uczuciowi. Potrafią cieszyć się jak dzieci, są niezwykle emocjonalni, bardzo łatwo ich wprawić w dobry nastrój, ale równie szybko zdenerwować. Czasem bywają impulsywni i szybciej coś zrobią zanim pomyślą.
Mają wielkie przywiązanie do tradycji, współczesne pokolenia są tym samym między młotem a kowadłem, bo szukając nowych zachodnich doznań, tkwią jedną nogą w konserwatywnej kulturze. A kultura indyjska to niestety kultura oparta na wstydzie, a właściwie na jego unikaniu – ważne co myślą i powiedzą o mnie inne osoby, szczególnie osoby starsze, opinia innych wpływa na codzienne decyzje.
To, co można odczuć na każdym kroku w Indiach, niezależnie od stanu, w którym się mieszka to ich niebywała religijność i duchowość. Domowe ołtarzyki z bóstwami, przydrożne kapliczki, świątynie jedna obok drugiej, codzienne modlitwy, recytacje mantry, to wszystko sprawia, że nawet osoba niewierząca ma szansę poczuć niecodzienną energię.
Z drugiej strony jestem przekonana, że niektóre ich cechy, zwłaszcza na początku, mogą w obcokrajowcach wzbudzać negatywne uczucia – Hindusi mają problem z odmawianiem, zadają za dużo pytań i… za często, robią wiele rzeczy na ostatnią chwilę. Cóż, nikt nie jest idealny!
 

  1. Czy planujesz wrócić na stałe do Polski i co byś powiedziała osobom, które planują emigrować do Indii? Jakieś złote rady?

Na razie nic nie planuję na pewno! W tym roku mija 5 lat odkąd jestem w Indiach. Kto wie co może się zdarzyć?
Indie, to kraj bardzo zróżnicowany, nie można i nie powinno się go w żaden sposób szufladkować. Tu nigdy białe nie jest do końca białym, a czarne czarnym. Wizyta w Indiach to codzienna i nieustanna nauka i konfrontacja rzeczywistości z naszym systemem wartości, przekonań, poglądów.
Odczucia i odbiór tego kraju jest w dużej mierze uwarunkowany naszym nastawieniem i bagażem podróżniczych doświadczeń z jakimi do niego lecimy. To nasze oczekiwania i nasza postawa pozwolą nam w pełni cieszyć się bogactwem podróży lub też wrócimy niezadowoleni. Ilość bodźców na minutę może przerosnąć nawet amatorów ekstremalnych wrażeń. Doznania kulturowe mogą być na dłuższą metę uciążliwe. Jeśli nie będziemy próbowali zmienić miliarda ludzi na siłę, damy od czasu do czasu ponieść się nieznanemu oraz będziemy mieli otwarty umysł – wierzę, że każdego spotka tu wiele dobrego.


Zaintrygowało, zainspirowało? Nogi rwą się do podróży? Jeśli tak, to koniecznie zerknij do pozostałych artykułów z cyklu „Dookoła pracy” W tej serii ukazały się już:
 
USA: Nowy Jork – miasto, które nigdy nie śpi, czyli American Dream oczami programistki
NIEMCY: O życiu i pracy w urokliwej Bawarii oczami Doroty
MALEZJA: Kraj nowych technologii, kiasu i aromatycznej kuchni, czyli życie i praca w Malezji okiem Zuzanny
CZECHY: Kraj wojaka Szwejka, krecika i skalnych miast, czyli życie i praca w Czechach oczami Angeliki
BAHRAJN: Perła Zatoki Perskiej, czyli o życiu i prowadzeniu własnej firmy w Bahrajnie oczami Izabeli
ANGLIA: Praca w kosmopolitycznym Londynie, czyli Anglia oczami Łukasza
ZJEDNOCZONE EMIRATY ARABSKIE: Praca w kraju wiecznego lata – Zjednoczone Emiraty Arabskie okiem Natalii