Wywiad z Ewą Błońską – ekspertem nowego cyklu o zakładaniu i prowadzeniu własnego biznesu

3 lata – tyle trwała przerwa w karierze zawodowej Ewy Błońskiej. I nie był to czas stracony. Wręcz przeciwnie. Wtedy właśnie, w pełni skupiła się na odpowiedzi na pytanie: jaką ścieżką chce w życiu podążać, by być spełnionym człowiekiem. Postawiła na samorozwój i otworzyła własną firmę (Prezes na godziny oraz Poza schemat). W pasjonującej rozmowie opowiada nam o swojej drodze, a ta rozmowa to dopiero początek. Ruszamy bowiem z nowym cyklem, w którym Ewa odpowiadać będzie na kluczowe pytania dotyczące rozpoczynania działalności gospodarczej. Tym zajmuje się na co dzień pomagając w zakładaniu własnych biznesów. Nie możemy się już doczekać! A Wy? 


W tym artykule dowiesz się:

1.  Kim tak naprawdę jest Ewa Błońska?
2. 3 lata – tyle trwała przerwa w zawodowej karierze Ewy. Dlaczego zdecydowała się na taki ruch?
3. Wiele osób obawia się, że przerwa w karierze zawodowej może negatywnie rzutować na ich dalsza drogę zawodową i znalezienie pracy. Często ukrywają ten fakt. Czy te obawy są słuszne?
4. Na  profilu Linkedin Ewy widzimy, że czas przerwy zawodowej wykorzystała na rozwój osobisty. Jak wpłynęła na nią ta przerwa?
5. Przed założeniem własnej działalności zawodowej, przez prawie 7 lat pracowała na etacie zajmując się głównie sprzedażą. Co było bodźcem do zmiany i przejścia na swoje?
6. Ewa zajmowała wysokie stanowiska managerskie, zarządzała całymi departamentami. Czy nie obawiała się, że zakładając własną firmę zaczyna całkowicie od początku?
7. Co było największym wyzwaniem w początkowej fazie działalności?
8. Czym jest dla niej własna firma i kto to właściwie jest przedsiębiorca? Wiele osób współpracuje ze swoimi pracodawcami w oparciu o kontrakty B2B (umowy cywilno-prawne), czy sam fakt prowadzenia działalności tworzy firmę?
9. Dla kogo droga przedsiębiorcy, freelancera nie byłaby dobrym rozwiązaniem?
10. Złota rada dla tych, co chcą zrezygnować z etatu i założyć własną firmę, a jednak trochę się boją, to..

„Nie gubi Cię to, czego nie wiesz. Gubi Cię to, czego jesteś pewien, a co okazuje się być nieprawdą”. Cześć, nazywam się Ewa Błońska i przytoczone przed chwilą słowa Marka Twaina powtarzam ludziom, którzy są gotowi na głęboki rozwój wewnętrzny i zmiany w życiu zawodowym. Jestem doradcą biznesowym i life mentorem. Pomogę Ci stworzyć i rozwinąć biznes, a wcześniej – odróżniać wyobrażenia od rzeczywistości. Pogadamy?

– wypowiadam te słowa w 28 sekund, a potem słyszę – dzyń, dzyń – sygnalizujące zakończenie czasu przeznaczonego na wypowiedź na każdym spotkaniu networkingowym. To bardzo ważne posiadać przygotowane i przećwiczone przed lustrem intro osobiste, tzw. elevator pitch, bo kiedy oczy i uszy uczestników spotkania skierowane są właśnie na Ciebie, nie ma czasu na zastanawianie się co i jak powiedzieć. Takich intro mam kilkanaście i wybieram właściwe po szybkiej analizie uczestników spotkania, by przedstawić ten zakres mojej działalności, który ma szansę ich zainteresować. Ten powyższy elevator pitch skierowany jest do czytelników Waszego serwisu 😉     

Miałam 27 lat i zrealizowałam postawione sobie kilka lat wcześniej cele zawodowe – byłam dyrektorem zarządzającym departamentem sprzedaży w spółce akcyjnej, doświadczyłam 5-cyfrowych comiesięcznych wynagrodzeń, jeździłam służbowymi autami klasy D, a w mojej szafie pod kilkunastoma pięknymi garsonkami stały szpilki z czerwoną podeszwą. Tylko tyle i aż tyle. Osiągnęłam w ciągu 8 lat pracy to, co zaplanowałam sobie zrealizować do 40-tki. I pojawiła się we mnie wielka pustka i mnóstwo pytań, na które wcześniej nie szukałam odpowiedzi, bo biegłam za wyobrażeniami stworzonymi w mojej głowie przez współczesny świat.

Więc kiedy w ciągu 4 miesięcy pracy po raz trzeci zmienił mi się bezpośredni przełożony i wiedziałam, że w tej firmie nie zagrzeję dłużej miejsca, mój partner powiedział: Ewa, rzuć tę robotę, odpocznij, przemyśl co dalej”. I choć mój umysł wymyślał tysiące powodów, dla których jednak nie powinnam, wewnętrznie chciałam to zrobić. Położyłam wypowiedzenie i .. uratowałam sobie życie 😉

W swoim CV warto pokazywać prawdę, bo mądry szef to doceni, a przecież takiego chcemy mieć 😉 Mówię otwarcie o tej przerwie i często przewrotnie – podkreślam, że był to najbardziej płodny okres w moim życiu zawodowym z uwagi na to, co robiłam i czego nie robiłam.

Wyobraź sobie, że średnio 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu, czyli 168 godzin w miesiącu przez 3 lata przeznaczasz na obserwację siebie, czyli swoich własnych myśli i działania, a także na analizę  otaczającej rzeczywistości. Trudno podsumować wszystko, co zrozumiałam w tym czasie i czego doświadczyłam. Jednak to, co jest dzisiaj najważniejsze to fakt, że stałam się ekspertem od ludzkiego umysłu i mechanizmów, które niezauważone w biegu codziennych zadań, sterują naszym życiem. Zrozumiałam, czym jest determinizm ekonomiczny, słynne słowa Marksa, że „byt określa świadomość” i jak słowa budują nam rzeczywistość. Owszem budują, dopóki nie zrozumiemy, że może być odwrotnie jak tylko nauczymy się obserwacji, która pozwala odróżniać wyobrażenia od rzeczywistości.

Nie filozofując zbytnio – miałam czas nabrać do wszystkiego dystansu, wyciągnąć wnioski z podejmowanych decyzji i zainteresować się wszystkim, co ludzkie – od zdrowia i tradycyjnej medycyny chińskiej, przez fizykę kwantową i nowe technologie, po trendy społeczno-ekonomiczno-kulturowe. Kupiłam sobie czas. Czas, który poświęciłam sobie, co zaowocowało tym, że dzisiaj pomagam innym. Rozumiem co robię i dlaczego to robię. Moją wewnętrzną misją jest zwracanie ludziom wolności, uwalnianie ich prawdziwego potencjału.

Dostrzeżenie pustki w  osiągniętym sukcesie rozumianym jako spełnienie swoich oczekiwań, które – bądź co bądź – wtłoczył we mnie współczesny świat. I dalej, zrozumienie czym jest sens życia i co jest jedyną prawdziwą wartością, której nie można odzyskać. To czas – znacznie bardziej wartościowy niż pieniądze, które dostajemy za niego przelewem „do dziesiątego”. I słowa, które rzuciłam podczas rozmowy z ostatnim szefem (pozdrawiam Cię serdecznie, Krzysztofie!): „Nie, nic nie możesz już dla mnie zrobić. Jestem wolnym i szczęśliwym człowiekiem”. Uśmialiśmy się wtedy oboje 😉 A prawdziwe znaczenie tych słów zrozumiałam nieco później.

Nigdy nie zaczynamy od początku. Bagaż doświadczeń i wniosków zostaje, zgodnie z treścią jednego z fruwających po Internecie memów, że „co się zobaczy, to się nie odzobaczy” 😉 I o to chodzi. Nabywamy doświadczenia w różnych miejscach, by w pewnym momencie podjąć decyzję: „chcę doświadczyć czegoś więcej, zostać kapitanem swojego statku, wypłynąć na szerokie wody i zmierzyć się z morskimi falami”.  

Brak jakichkolwiek relacji biznesowych pozwalających „zaczepić się na początek”, bo zdecydowałam się prowadzić działalność w zupełnie innym obszarze niż moje doświadczenie z etatów. A jeszcze wcześniej – określenie co ja właściwie chcę robić, co potrafię robić, co jest ludziom potrzebne i za co będą oni w stanie zapłacić – czyli japońskie Ikigai.  A z największym wyzwaniem, czyli z własnymi myślami „czy dam radę” i tym podobne, poradziłam sobie jeszcze przed założeniem firmy i to było najlepsze przygotowanie, jakie mogłam sobie „zafundować”. Gdybym miała dodać do tej listy coś, co jest wyzwaniem, choć dla mnie nie było, to powiedziałabym: sprzedaż. Szef firmy musi umieć sprzedawać, jeżeli jego biznes ma przetrwać lata.

W sensie formalno-prawnym – tak, prowadzenie działalności tworzy firmę. Jednak własna firma to jest coś znacznie bardziej złożonego.  Dla mnie oznacza: przywrócenie odpowiedzialności za własne życie poprzez odzyskanie pełnej decyzyjności, znaczące zwiększenie poczucia wewnętrznej sprawczości, przejawiające się w możliwości realizacji swoich pomysłów, swojej wolnej woli.

Co jeszcze? Własna firma to możliwość wyboru ludzi, z którymi chcę współpracować i wynikający z tego szacunek, którego często brakuje w relacjach – nazwijmy je – etatowych. Własna firma to możliwość realnego wpływu na efektywność swojej pracy poprzez decydowanie o sposobie alokacji swojego czasu, ciągły rozwój wewnętrzny i zawodowy poprzez konieczność obserwacji i poznawanie „zasad gry” w przestrzeni gospodarczej.

A kto według mnie jest przedsiębiorcą, czyli prowadzi własną firmę? Ten, kogo nie można z niej wyrzucić 😉 Nie ma znaczenia jakiej wielkości firmę prowadzisz, jeżeli masz nad sobą przełożonego, to jesteś pracownikiem. Świat dużego kapitału wprowadził do porządku prawnego szereg funkcji o pięknie brzmiących nazwach, które na pierwszy rzut oka wydają się definiować osoby o szerokim stopniu decyzyjności, a w rzeczywistości tak nie jest. Przykładem są tu wszystkie korporacje i przedsiębiorstwa dokapitalizowane przez podmioty zewnętrzne. W takich firmach pojawia się zależność, a ta wyklucza pełną decyzyjność, dlatego prezes zarządu spółki, niebędący jednocześnie jej głównym wspólnikiem lub akcjonariuszem, jest pracownikiem, bo może być odwołany.

Z tego wynika największa różnica pomiędzy pracownikiem, a właścicielem biznesu – ten drugi ma pełną decyzyjność, a ten pierwszy – zawsze musi się kogoś zapytać o zdanie.

Droga przedsiębiorcy jest dla wszystkich, którzy chcą spróbować. Nie ma ludzi nieprzedsiębiorczych. Są tylko ludzie, którym lęk uniemożliwia przejście do fazy działania albo ludzie głęboko uśpieni, którzy nie widzą takiej potrzeby. Lęki można zamienić w ciekawość, a ze snu można się obudzić.

Determinacja to więcej niż talent. Spróbować zawsze warto, bo prawdą jest, że zazwyczaj żałujemy tego, czego nie zrobiliśmy. I nawet jak coś pójdzie nie tak, to powrót na etat z doświadczeniem pracy „na swoim” będzie jeszcze większym sukcesem. Z dumą będzie można powiedzieć przyszłemu pracodawcy, że „zrobiłem, doświadczyłem i to nie dla mnie; chcę pracować tutaj”. Nie ma ryzyka, można tylko zyskać 😉

Nie słuchać pojedynczych złotych rad 😉 Usłyszałam kiedyś taki dowcip: spotyka się dwóch ludzi w szpitalu psychiatrycznym i jeden pyta drugiego „dlaczego tutaj jesteś?” Pierwszy odpowiada: „wiesz, bo nie słuchałem w życiu żadnych rad”. A drugi mówi: „wiesz, a ja tu jestem dlatego, że słuchałem wszystkich”.

Trzeba się dobrze przygotować do założenia własnej firmy. Można skorzystać z wiedzy i doświadczenia osób, które mają podobne do nas wartości, bo finansista nastawiony na maksymalizację przychodów nie doradzi dobrze empatycznej i chcącej pomagać dzieciom właścicielce przedszkola.

Mogę podzielić się z Wami i z Waszymi czytelnikami „zestawem złotych rad”. Z pewnością będą one przydatne osobom, którzy po przeczytaniu tego wywiadu poczuły w kościach, że chcą przygotować się do założenia firmy lub są już gotowe na stworzenie własnego biznesu, opartego na wewnętrznej misji, realizowanego z pasją, dla ludzi, za godziwym wynagrodzeniem.

To czekamy na Twój tekst!

Zgoda, napiszę 😉 Cieszę się, że ten wywiad kończy się początkiem współpracy – tak samo jest w momencie przejścia z etatu na własną firmę – koniec jest początkiem, a potem okazje biznesowe pojawiają się znienacka, bo po prostu zaczynamy je dostrzegać.

 


Ewa Błońska – doradca biznesowy, właściciel marki Prezes na godziny. Pomaga założyć własny biznes, a firmom z sektora MMŚP – odnaleźć się w świecie cyfrowym (strategia rozwoju, zarządzanie zmianą). Prowadzi sesje mentoringowe dla ludzi chcących poszerzać horyzonty myślowe (Poza schemat).


Zastanawiasz się czy Ci się opłaca przejść z etatu na działalność i jak porównać zarobki ? Skorzystaj z naszego kalkulatora tutaj!