Ekspres szalonego naukowca, czyli dzień z życia przedsiębiorczej mamy – Magdalena Mrowczyk

Macierzyństwo to piękna przygoda, czas, w którym kobieta poznaje siebie w jeszcze innym wydaniu.To nieprzespane noce, ale i pierwsze uśmiechy, słowa, wrażenia. To doświadczenie zupełnie inne niż wszystkie. Nie do opisania słowami. To niejednokrotnie czas wielu kluczowych decyzji. Są kobiety, dla których macierzyństwo było bodźcem do zmian. Wiele z nich postanowiło wypłynąć na szerokie wody i założyć własną działalność, zrezygnować z pracy na etacie, zmienić pracodawcę. Wszystko po to, by z jednej strony mieć większą elastyczność w decydowaniu o swoim czasie i tym samym mieć go więcej dla dzieci, a z drugiej, by robić to, co im zawsze w duszy grało.

Jak zatem wygląda taki dzień z życia przedsiębiorczej mamy? 🙂  Skąd czerpią energię do działania i jak godzą wszystkie życiowe aktywności? O tym właśnie będziemy pisać 🙂

 

Historia zaczytanej emigrantki 🙂

Magdalena Mrowczyk – mama dwójki maluchów, stylistka paznokci, nauczycielka w szkole podstawowej, założycielka polonijnej biblioteki szkolnej. Po godzinach również blogerka (Zaczytanaemigrantka) i recenzentka książek.

 

  1. W naszej wstępnej rozmowie wspominałaś, że gdy zaszłaś w ciążę, to zostałaś zwolniona. Czy możesz coś więcej na ten temat opowiedzieć i z jakimi wyzwaniami musiałaś się wówczas zmierzyć?

Pracowałam wtedy jako nauczyciel wspomagający. To drugi nauczyciel, który pracuje jako pomoc dla wychowawcy/nauczyciela głównego. Ja akurat pracowałam jako pomoc przy dziecku z upośledzeniem umysłowym. Była to szkoła podstawowa, ale taki nauczyciel w razie potrzeb powinien być w każdym typie klas i szkół. To była moja pierwsza praca i spełnienie marzenia z dzieciństwa. Byłam też zaraz po ślubie i nasza rodzina miała się powiększyć. Niestety dyrektor placówki bardzo się zdenerwował na wieść o maleństwie i wkrótce mnie zwolnił, bo to za dużo kłopotów (to było pod koniec stażu i obiecywano mi po jego zakończeniu umowę o pracę). Było mi strasznie przykro. Miałam też poczucie niesprawiedliwości, bo nie powinno się oceniać kobiety po tym czy jest matką czy będzie, a już szczególnie zwalniać ją i dodatkowo stresować. Niestety pracownika się nie szanuje, a już matek w szczególności. Być może teraz coś się zmieniło…

 

  1. W międzyczasie podjęliście decyzję o emigracji z Polski – dlaczego?

Ze względów finansowych oczywiście. Była to decyzja mojego męża. Ja nie wyobrażałam sobie wyjazdu ani jego, ani swojego. Ale siłą zatrzymywać nie mogłam. Także mąż wyjechał pierwszy do Belgii, a ja z dziećmi dołączyłam do niego po 3 latach.

 

  1. Wspomniany wyjazd przyniósł duże zmiany. Również zawodowe. Opowiedz proszę, jak wyglądały Twoje początki i budowanie na nowo swojej drogi zawodowej?

Nie było łatwo, ale też dużo się nauczyłam. Początkowo słyszałam, że nie mogę pracować w zawodzie, jeśli nie znam języka. Tak więc zapisałam się do szkoły językowej i powoli szkoliłam swoje umiejętności. Oczywiście miałam przerwy w nauce. Po 2 latach dowiedziałam się, że znajomość języka tutejszego nie jest wymagana i w tym samym momencie pojawiło się ogłoszenie o wolnym wakacie w szkole. Zastanawiałam się czy wysłać zgłoszenie, miałam kilka obaw, a w końcu uległam i jestem tutaj 😊 Uczę w klasie 1 szkoły podstawowej. Jest to szkoła polonijna, więc główny nacisk kładziemy na język polski w edukacji wczesnoszkolnej. Całkiem niedawno po licznych namowach otworzyłam swoją małą działalność, co jest dla mnie całkiem nowym doświadczeniem i wyzwaniem.

  1. Aktualnie jesteś stylistką paznokci, nauczycielką, tworzysz i prowadzisz także polonijną bibliotekę szkolną. Po godzinach piszesz również bloga, recenzujesz książki. Wszystko to łączysz z wychowaniem dwójki maluchów. Jak wygląda Twój dzień z życia?

Jak ekspres, którym podróżuje jakiś szalony naukowiec 😊 Kiedy dzieci idą do szkoły i przedszkola, ja mam czas na pracę. Przygotowuje się na zajęcia, kataloguje książki, tworzę recenzje, albo… studiuje – bo o tym zapomniałam powiedzieć 😉 Jeżdżę wtedy też do klientek, lub przyjmuję je u siebie. Często pracuję wieczorami, wtedy z dziećmi zostaje tata. Kiedy wypadnie szkolenie weekendowe, również zostają sami, a mama wyjeżdża. A czytam głównie nocą. Przyznaję – jest ciężko… Np.. Teraz, czas ucieka i powoli zaczynam mieć problem, żeby zdążyć ze wszystkim…

 

  1. A co w sytuacji, gdy dzieci są chore, przechodzą przez tzw. skoki rozwojowe? Jak wtedy sobie radzisz ze wszystkimi obowiązkami i zobowiązaniami zawodowymi?

To najtrudniejsze momenty… Ponieważ mam pracę zdalną, sama jestem swoim szefem (nie licząc szkoły), podczas chorób dziewczynek zostaję z nimi w domu. Muszę odwołać klientki, często prosić o zastępstwo w szkole, albo zrezygnować z kursów. Nie jest to miła i komfortowa sytuacja dla mnie, ale z drugiej strony jestem mamą, głównym zarabiającym na rodzinę jest mąż, więc siłą rzeczy to ja powinnam trzymać wartę. Zdarza się, że nie każdy to zrozumie, są nieprzyjemne sytuacje, ale na ogół otaczają mnie wyrozumiali ludzie. Gdy dziewczynki mają gorszy dzień, albo ferie, sytuacja wygląda podobnie. Najczęściej nadrabiam zaległości nocą (mowa o blogu, czy szkole), a jeśli już naprawdę jest ciężko, to zmuszona jestem przesunąć recenzje na blogu o kilka dni…

 

  1. A jak wygląda kwestia planowania działań rozwojowych, podróży, spotkań towarzyskich przy malutkich dzieciach?

Jeśli chodzi o szkolenia, najczęściej wybieram te poprzez webinary. Zazwyczaj to jeden lub kilka wieczór. Jest płacz, bo mama nie usypia, jakoś trzeba sobie jednak radzić. Czasami uczę się z młodszą córką na kolanach… Są również szkolenia stacjonarne – w niedzielę. To też wyzwanie, bo nie dość, że czas dla rodziny, to jeszcze jedyny wolny, a tu pobudka o 7, ale zaciskam zęby, bo takich dni jest niewiele, więc nie jest to ogromne wyrzeczenie. Przyznaję, że kiedy pierwszy raz miałam zostawić dziewczynki pod opieką taty, stres miałam ogromny! Całkiem niepotrzebnie!

 

  1. Kiedy znajdujesz czas na bloga? Piszesz wieczorami, w ciągu dnia, gdy dzieciaki są w szkole/przedszkolu? Jak to wygląda?

Najczęściej piszę wieczorami lub w czasie pobytu dzieci w szkole i przedszkolu. Staram się napisać w jeden wieczór recenzje na cały tydzień, a później tylko publikować. To nie jest łatwe i szybkie zajęcie wbrew pozorom. Do napisania dochodzą zdjęcia, publikacje na portalach, kontakty z wydawnictwami. Ale ja to lubię, uwielbiam czytać!

 

  1. Jaka jest Twoja recepta na godzenie życia zawodowego i prywatnego?

Nie mam takiej idealnej recepty. Każdy musi wypracować swój system. Ja ciągle szukam, dopracowuję… Przede wszystkim robię to, co lubię, o czym zawsze marzyłam. Moja praca to moje hobby, sposób na odstresowanie się. Natomiast rodzina i dzieci są dla mnie najważniejsze i nigdy się to nie zmieni. Mimo, iż wspominałam, że ciężko odwołać zajęcia, że nie lubię takich sytuacji, nigdy nie zastanawiałam się, czy powinnam. Kiedy widzę, że córki mnie potrzebują, kiedy mają jakiś problem, zostawiam książki, bloga, szkołę, czy studia. Idę do nich, a moje zajęcia nie uciekną. Posiedzę dłużej w nocy i nadrobię. Nawet podczas zabiegów z klientkami, staram się rozmawiać z dziećmi, gdy potrzebują i przyjdą z jakimś pytaniem, albo po prostu dać całuska. Chociaż zazwyczaj staram się i proszę je o to, by poczekały z gadulstwem aż skończę 😉

 

  1. Co macierzyństwo zmieniło w Twoim podejściu do tematów zawodowych?

Mogłabym napisać, że wiele, ale byłoby to kłamstwo… Co zmieniło? Macierzyństwo wystawia na próbę i trenuje moją cierpliwość, która jest bardzo potrzebna w pracy. Otwiera oczy na sprawy, na które do tej pory patrzyłam wg utartych schematów, a okazuje się, że mają inne rozwiązania, ciekawszy przebieg, są fascynujące, a nie nudne jak dotychczas myślałam. Macierzyństwo sprawiło, że więcej od siebie wymagam i jestem bardzo krytyczna, więc nie jest to tak do końca pozytywna cecha. Chciałabym zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie, żeby mieć go więcej dla dzieci, chciałabym żeby były dumne, chciałabym żeby niczego im nie brakowało, a niestety nie zawsze się da.

 

10.Co byś radziła kobietom, które chcą coś zmienić, a jednak się tego nieco boją?

Żeby spróbowały. Mimo lęku i niepewności. Ja jestem bardzo strachliwą osobą. Nim zrobię jakikolwiek krok, myślę i analizuję kilka tygodni, miesięcy… ale odważyłam się. Póki co nie żałuję, ale co będzie za miesiąc? Rok? Nie wiem… Być może będzie lepiej. A jeśli nie, to i tak było warto. Przynajmniej spróbowałam…