O nabieraniu dystansu, łapaniu słońca i uśmiechów, a także o życiu i pracy na słonecznej Malcie oczami Karoliny i Piotra

Karolina i Piotrek, czyli autorzy bloga Rudeiczarne Travelblog – para, która od 10 lat uskutecznia swoją wspólną wędrówkę za marzeniami, spełniając kolejne podróżnicze pragnienia. Niemal 2 lata temu z dnia na dzień postanowili, że w poszukiwaniu słońca i odrobiny południowego optymizmu, przeprowadzą się na Maltę – maleńkie śródziemnomorskie państwo wyspiarskie położone pomiędzy Europą, a Afryką. Ruszamy więc do kraju słońca, podwodnych wraków, pięknych plaż, upalnego lata i zielonej zimy. Zobacz, jak się żyje i pracuje na tej rajskiej wyspie!


W tym artykule uzyskasz odpowiedzi na następujące pytania:

  1. Dlaczego Karolina i Piotrek zdecydowali się emigrować na Maltę?
  2. Co najbardziej ich zaskoczyło podczas pierwszych tygodni pobytu na Malcie?
  3. Jak przyzwyczaili się do ruchu lewostronnego, który obowiązuje na Malcie?
  4. Czym się zajmuje Karolina i Piotrek i jak szukali zatrudnienia? Co im pomogło w znalezieniu pracy?
  5. Jacy specjaliści są poszukiwani na Malcie?
  6. Jakich języków obcych warto się uczyć, aby pracować na Malcie? 
  7. Do ilu dni urlopu wypoczynkowego rocznie uprawniony jest pracownik? I oczywiście, co w przypadku choroby? Można wówczas skorzystać ze znanego nam L4?
  8. A godziny pracy? Jak wygląda to na Malcie?
  1. Jaki jest standard życia na Malcie i relacja wynagrodzenia do kosztów życia (jedzenie, mieszkanie, transport)? 
  2. Czy to prawda, że na Malcie podobnie jak w Hiszpanii obowiązuje sjesta? W jakich godzinach? Czy miasta wtedy zamierają?
  3. A czym charakteryzuje się maltańska kuchnia? Jakich potraw warto spróbować będąc na tej słonecznej wyspie?
  4. Malta to raj dla miłośników wodnego szaleństwa. W jakich sportach wodnych warto spróbować swoich sił?
  5. Ponoć na Malcie, która niegdyś była kolonią brytyjską pozostały jeszcze czerwone budki telefoniczne. Jakie jeszcze wpływy Brytyjczyków można tam zaobserwować?
  6. Jacy są z natury Maltańczycy?
  7. Co Karolina i Piotrek powiedzieliby osobom, które planują emigrować na Maltę? 

 

Decyzja i początki przygody na Malcie

Szczerze mówiąc, pomysł na emigrację zrodził się podczas jednej z naszych azjatyckich wypraw w 2017 roku. Pamiętamy jak dziś, gdy siedzieliśmy w jednej z ulicznych kawiarenek w Birmie wieczorem, podziwiając, jak niewiele może człowiek mieć – słońce, serdeczni ludzie dookoła, filiżanka herbaty pośrodku niczego, a wciąż uśmiechać się bezinteresownie do zupełnie obcych ludzi, rozmawiać z nimi o wszystkim i o niczym. Doszliśmy wtedy do wniosku, że dobrze nam zrobi zmiana środowiska, w którym żyjemy, by nabrać troszkę dystansu do życia, by codziennie łapać uśmiechy, by nacieszyć się promieniami słonecznymi. By zwyczajnie zacząć wszystko „od nowa”. Nieważne bowiem, w jakim jesteś wieku i na jakim etapie życia, emigrować może każdy, kto chce coś w sobie zmienić.

Po powrocie z podróży po Azji do Polski z zupełnie innym podejściem do życia, brakowało trochę południowej lekkości. Oboje mieliśmy w kraju dobrą pracę, mieszkanie, mamy kochaną Rodzinę, dookoła wszyscy znajomi zaczynali poważne życie – takie wiecie – ślub, dzieci, mieszkanie z kredytem na głowie, wspinanie się  po drabinie zawodowej. Stwierdziliśmy, że nie chcemy być częścią tego schematu, pragniemy zmiany.

Nie wiedzieliśmy na początku, gdzie konkretnie wyjechać. Dlaczego padło na Maltę? Odkryliśmy, że językiem urzędowym jest język angielski, co wiele ułatwia na starcie. W Hiszpanii, Włoszech czy Grecji nie byłoby tak łatwo zaczynać nie znając języka. Do tego Malta to najbardziej słoneczny kraj Europy oraz kraj z najniższym wskaźnikiem bezrobocia w Europie, więc kupiliśmy bilet w jedną stronę, spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy, wysłaliśmy trochę CV i pojechaliśmy.

Co do pozostania tutaj na stałe, to przynajmniej na chwilę obecną nie mamy takich planów. Chociaż nigdy nie mówimy „nigdy”. Pomimo, że to piękny i słoneczny kraj, pełen sympatycznych ludzi, to jednak bardzo ograniczony powierzchniowo (Malta jest wielkości Krakowa z obrzeżami) przez co w odległej perspektywie wydaje nam się, że moglibyśmy się tu czuć nieco odizolowani. Tak więc zobaczymy co czas pokaże…Wyrywamy się na większe i mniejsze wyprawy poza wyspę w każdej wolnej chwili, więc póki co syndrom wyspy jeszcze tak nam nie doskwiera 🙂

 

Największym szokiem na początku naszej maltańskiej przygody były wybory parlamentarne. Zdaje się, że odbywały się tuż po naszym przyjeździe i nie do końca rozumieliśmy, co się dzieje. Otóż wybory na Malcie to jedna wielka feta! Wszyscy celebrują. Nieważne, która partia wygra, która przegra. Cała wyspa świętuje! Ulicami przejeżdżają tiry z muzyką grającą z głośników na cały regulator i ludźmi na pakach wymachującymi flagami partyjnymi. Maltańczycy dzień po wyborach mają w pracy wolne, festa trwała 3 dni, a potem wielkie sprzątanie po konfetti i fajerwerkach. Zaskakujące, jak naród potrafi się zjednoczyć i celebrować fakt samych wyborów, bez agresji, bez zawiści. Czysta radość.

A skoro wspomnieliśmy o fajerwerkach – kolejne wielkie zaskoczenie. Otóż na samym początku zachwycaliśmy się wspaniałymi fajerwerkami, którymi rozświetlało się niebo co wieczór. Myśleliśmy, że to może wesele lub jakieś święto. Jakież było nasze zdziwienie, gdy odkryliśmy, że każda z 365 maltańskich parafii ma swoją własną festę, zresztą bardzo huczną festę (odpowiednik odpustów w Polsce). Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że każda z tych parafii rywalizuje z pozostałymi o to, kto przedstawi bardziej efektowne sztuczne ognie. Parafianie zbierają cały rok pieniądze (sumy są ciężkie do wyobrażenia, często kilkanaście, nawet kilkadziesiąt tysięcy euro na kilka minut pokazu na niebie), by na „swojej” feście rozświetlić niebo lepiej, niż inne parafie, oczywiście przy akompaniamencie orkiestry. I tu kolejne zaskoczenie – o ile jeszcze jesteśmy w stanie zrozumieć fajerwerki nocą, tak po dziś dzień nie jesteśmy w stanie pojąć, po co całe lato Maltańczycy puszczają fajerwerki od 6 rano, w środku tygodnia, w weekend, nieważne. Tłumaczą to tym, że już od świtu muszą przypominać wszystkim dookoła, że w tym dniu/tygodniu jest festa w tej parafii, a wieczorem będzie pokaz sztucznych ogni. Ot, takie maltańskie tradycje.

I jeszcze jedno – tempo załatwiania spraw biurokratycznych. Chodzi nam tutaj o zakładanie konta w banku, czy aplikowanie o maltański dowód osobisty. Wydawać by się mogło, że w tak malutkim kraju, wszystko powinno działać szybko i sprawnie. W końcu nie ma aż tylu petentów do obsługi. Okazuje się jednak, że Maltańczycy mają czas na wszystko nawet w przypadku spraw ważnych i ważniejszych. Ot, by założyć konto w banku trzeba najpierw przyjść do banku, umówić się na termin spotkania w celu otwarcia konta, dalej oczywiście poczekać kilka dni na takie spotkanie, przedstawić masę dokumentów, a ostatecznie i tak nie wiadomo, czy konto uda się otworzyć, bo najprawdopodobniej zabraknie Ci jakiś dokumentów do aplikacji, więc trzeba będzie je donieść, czyli umówić kolejne spotkanie i tak w kółko. EKUZ, który w Polsce dostaniemy od ręki w tym samym momencie, w którym aplikujemy, na Malcie musimy czekać na jego otrzymanie kilka tygodni. Musieliśmy więc od samego początku uzbroić się w cierpliwość i powoli zrozumieć, że tutaj wszystko działa nieco inaczej tj. dłużej.

Mamy prawo jazdy i uwielbialiśmy jeździć autem po Polsce. Na Malcie mamy skuter i przyznać musimy, że to jedna z najlepszych rzeczy, jaką tu kupiliśmy. Zastanawialiśmy się nad samochodem, wynajmujemy z resztą regularnie, gdy przyjeżdża do nas Rodzina czy Znajomi, ale na dłuższą metę naszym zdaniem samochód na Malcie nie ma sensu, przynajmniej w naszym przypadku, gdy jesteśmy tylko we dwójkę. Głównie ze względu na to, że malutka Malta potrafi być często zakorkowana i w godzinach szczytu pokonanie kilku kilometrów autem jest wyzwaniem. Drugim powodem jest parkowanie – na Malcie parkingi są darmowe, w związku z tym znalezienie miejsca na samochód graniczy często z cudem. A skuter zawsze się wszędzie zmieści – tak w korku pomiędzy samochodami, jak i na parkingu.

Zabawne, bo najbardziej w kość na początku ruch lewostronny dał nam przy okazji parkowania – przyzwyczajeni do patrzenia przez prawe ramię, teraz trzeba było zmienić strony i nauczyć się nowego wyczucia odległości. I ronda – tak, kilka razy zdarzyło nam się zawahać, aby nie wjechać pod prąd. Na skuterze nie odczuwa się tak ruchu lewostronnego – nie ma skrzyni biegów jak w samochodzie, parkowanie nie sprawia trudności. A dziś przyjeżdżając do Polski potrzebujemy chwili, by nie wjechać na rondo od „maltańskiej” strony. Człowiek bardzo szybko się dostosowuje. 🙂

 

Praca. Warunki zatrudnienia

Wysłaliśmy kilka CV przed wyjazdem, ale rozmowy mieliśmy mieć już na miejscu. Pracy szukaliśmy na portalu Keepmeposted – to maltański portal, na którym każda firma publikuje oferty pracy. Istnieją też grupy na Facebook’u, ale my skupiliśmy się na ofertach ze wspomnianego wyżej portalu. Przylecieliśmy w poniedziałek, a ja (Karolina) miałam na wtorek umówione rozmowy w sprawie pracy. W środę miałam dzień próbny w jednym z hoteli, ale nie spodobała mi się lokalizacja i dojazdy do pracy. Dostałam od razu dwie oferty, wybrałam więc tą drugą – pracuję we włoskiej agencji podróży, która organizuje luksusowe wakacje dla Amerykanów we Włoszech. Na pewno łatwiej było mi znaleźć pracę ze względu na termin naszej przeprowadzki – przyjechaliśmy w maju, a to początek wysokiego sezonu turystycznego i pracowników w branży turystycznej szuka się „na już”. Miałam już doświadczenie z Polski, gdzie też pracowałam w turystyce. Do tego sporo podróżujemy, więc z pracą poszło mi szybko. Do dziś pracuję w tym samym miejscu.

Za to ja (Piotrek) potrzebowałem troszkę więcej czasu na znalezienie pracy – głównie ze względu na to, że w branży IT rekrutacja trwa nieco dłużej, często jest kilku-etapowa. Zacząłem wysyłać CV tuż przed wyjazdem, ale odzew przychodził powoli. Chodziłem regularnie na rozmowy, równocześnie kontynuowałem zdalnie pracę w firmie, w której pracowałem w Polsce. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – chodziłem na mnóstwo rozmów, poznałem rynek IT na Malcie i mogłem wybrać tę firmę, która mi odpowiadała najbardziej. Pracę dostałem jakiś miesiąc od naszej przeprowadzki, przechodziłem kilka etapów rekrutacji. Jestem programistą w firmie dostarczającej oprogramowanie dla branży automotive. Ja także do dziś pracuję w tym samym miejscu, w którym zacząłem swoją maltańską przygodę.

 

Malta, to nieoficjalny raj podatkowy, stąd mnóstwo tutaj internetowych kasyn i hazardowy rynek online kwitnie. To takie przyzwolenie Unii Europejskiej na rozwój Malty ze względu na ograniczone inne możliwości. Stąd też olbrzymie zapotrzebowanie na pracowników IT – programistów oraz informatyków. Swoje siedziby mają tutaj firmy skandynawskie, niemieckie, brytyjskie i wiele innych. W każdej firmie I-gamingowej potrzebują także konsultantów, którzy pracują w systemie zmianowym jako doradcy klienta.

Prócz tego oczywiście szeroko postrzegana branża turystyczna – turystyka ma wielki wkład w przypływy finansowe Malty. Poszukują tak pracowników licznych restauracji i kawiarni, jak i obsługę wycieczek, rejsów, hoteli, których tu nie brakuje. Na Malcie mają siedziby nie tylko agencje organizujące wycieczki na samej wyspie, ale także zagraniczne firmy, którym bardziej opłaca się prowadzenie firmy w raju podatkowym niż w swoim kraju.

created by dji camera

Język angielski w zupełności wystarczy. Na Malcie każdy mówi po angielsku, jak wspominaliśmy – jest to język urzędowy. Oprócz angielskiego językiem urzędowym jest także maltański będący mieszanką arabskiego, włoskiego i angielskiego, ale jako że nie użyjemy go nigdzie indziej na świecie – naszym zdaniem naukę tego języka można sobie darować.

Warto też podkreślić, że z racji niedużej odległości od Włoch, sporo na Malcie Włochów oraz włoskich firm. Często więc łatwiej dostać pracę, jeśli mówisz po włosku. Ale w naszym wypadku i wielu innych naszych znajomych obcokrajowców, język angielski w zupełności wystarczy. Jak wszędzie na świecie – im więcej znasz języków, tym jesteś bardziej konkurencyjny na rynku pracy i to tyczy się każdego państwa, więc warto rozważyć naukę i samodoskonalenie, nawet dla własnej satysfakcji i podwojenia szans w przyszłości.

 

Rocznie, co do zasady, pracownik ma 24 dni urlopu. Czemu mówimy „co do zasady”? Otóż na Malcie, jeśli święto przypada w sobotę, nie dostajemy w zamian dnia wolnego do odebrania, jak to jest w Polsce. Dlatego też w tamtym roku dostaliśmy od rządu 1 dodatkowy dzień urlopu, mając 25 (w 2018 roku sporo świąt wypadało w soboty), zaś w tym roku mamy 26 dni (ponownie, sporo świąt wypada w dni weekendowe).

Warto przy okazji wspomnieć, że tutejszy kalendarz świąt różni się od polskiego. Tak, żeby zobrazować – w Boże Narodzenie – jedynym dniem wolnym od pracy jest 25.12, podczas gdy 24.12 i 26.12 to normalne dni pracy. Inaczej jest też w przypadku Wielkanocy – dniem wolnym od pracy jest Wielki Piątek, podczas gdy Poniedziałek Wielkanocny to normalny dzień roboczy. Jeśli więc chcemy jechać na święta do Polski, musimy brać więcej urlopu.

Jeśli zaś chodzi o L4 – oczywiście przysługuje nam wolne w przypadku choroby. Jeden dzień możemy wziąć bez żadnego zaświadczenia od lekarza. Jeśli jednak jesteśmy chorzy dłużej niż 1 dzień – musimy przedstawić zaświadczenie lekarskie. Tak też pracodawca daje nam 10 dni „chorobowego” w 100% płatnego, a gdy chorujemy powyżej 10 dni wtedy płatnikiem jest maltański odpowiednik naszego ZUSu.

 

Tutaj pełny etat, to także 8 godzin dziennie. Jest jednak jedna mała różnica. Na Malcie mamy przerwę lunchową – ja (Karolina) 1 godzinę – od 13:00 do 14:00, którą mogę wykorzystać jak mi się podoba, ale nie jest ona płatna. W lecie w przerwie lunchowej chodzę więc na plażę popływać i zjeść lunch przy akompaniamencie szumu fal. Pracuję więc od godziny 9:00 do 18:00, z czego jedna godzina w ciągu dnia jest dla mnie i nie mogę wtedy pracować. Jeśli zostaję dłużej w pracy, mam płacone nadgodziny. Niektóre maltańskie firmy, szczególnie te I-gamingowe płacą podwójną stawkę za nadgodziny, pracę w święta lub pozwalają wymienić sobie nadgodziny na dodatkowe dni urlopu. To zależy od firmy i jej polityki.

Ja za to (Piotrek) mam codziennie pół godziny przerwy, ode mnie zależy, kiedy sobie ją zrobię. Podobnie jak Karolina, to pół godziny nie jest płatne i ten czas należy do mnie do swobodnego zagospodarowania. Zazwyczaj pracuję więc od 9:00 do 17:30 z możliwością przesunięcia o 1 godzinę. W mojej firmie praca w nadgodzinach zdarza się rzadko – przy okazji większych projektów, których termin był na wczoraj. Nie mogę wymieniać pojedynczych nadgodzin w tygodniu na dodatkowe dni urlopu, ale jeśli mam potrzebę, mogę pracować zdalnie w weekend i te dni wymienić na dodatkowe dni urlopowe.

 

Życie na Malcie. Złote rady

Pomimo, że Malta aktualnie jest dosyć popularnym kierunkiem emigracyjnym, to jednak na Maltę nie wyjeżdża się po to, aby się „dorobić”. Jeżeli porównamy koszty życia do zarobków to nie jest źle, aczkolwiek daleko tutaj do Wielkiej Brytanii czy Skandynawii, co by jednak nie powiedzieć to sytuacja jest lepsza niż w Polsce.

Przykładowo średnie wynagrodzenie netto to ok. 1100 EUR miesięcznie, co mogłoby się wydawać  całkiem fajną cyfrą. Jeżeli jednak porównamy do tego koszt wynajmu mieszkania, który w dość dobrej lokalizacji (oczywiście zapomnij o lokalizacji z widokiem na morze, gdzie ceny są dwu- albo trzy-krotnie wyższe) wynosi od 800-1000 EUR miesięcznie za 2-pokojowe mieszkanie lub 350-500 EUR za pokój to już nie jest tak kolorowo. Warto wspomnieć, że na Malcie niemal brak małych mieszkań typu kawalerki, a 2-pokojowe mieszkania zaczynają się od metrażu przynajmniej 60 m2.

Jeżeli popatrzymy na ceny żywności w supermarketach to ceny są ok. 10-20% wyższe niż w Polsce (w zależności od artykułu spożywczego). Natomiast ceny dań w restauracji są dosyć wysokie w porównaniu do tego, co i jakiej jakości otrzymujemy na talerzu. Średni koszt dania obiadowego waha się od 10-15 EUR.

Jak już wspomnieliśmy, dla nas najlepszym środkiem lokomocji jest skuter. Aczkolwiek działa tutaj sprawie komunikacja autobusowa, która dowiezie nas w każde miejsce na wyspie. Warto jednak pamiętać, że szczególnie w sezonie jest ona nieco utrudniona, gdyż autobusy są przepełnione i niejednokrotnie pierwszy oraz drugi autobus może nam się nawet nie zatrzymać. Koszt komunikacji miejskiej to 0.75 EUR (bilet ważny 2h z możliwością przesiadek) przy posiadaniu karty Tallinja (tutejsza karta komunikacji miejskiej).

My oceniamy Maltę jako bardzo przyjazne miejsce do życia, gdzie niczego i na nic nam nie brakuje – no może poza Rodziną i znajomymi w Polsce. Mieszkając na Malcie cały czas podróżujemy po świecie i jedynym, co nas blokuje w tej kwestii, to określona ilość dni urlopu niestety, ale tego i w Polsce nam brakowało. 🙂

 

W lecie, na Malcie temperatury niejednokrotnie dochodzą do 40 stopni, a bliskość Sahary potrafi dobrze dać w kość. Choć niby oficjalnie sjesty nie ma, to jednak wiele lokalnych sklepów, restauracji zamyka się w okolicach południa na dwie lub trzy godziny, by zwyczajnie odpocząć od upału i zregenerować siły. Ciężko jest bowiem pracować w takiej temperaturze, nawet mając klimatyzację. Firmy, jak już wspominaliśmy, mają przerwę lunchową, która jest dla nas taką właśnie sjestą. Szczególnie na południu wyspy można częściej zauważyć, że wyspa zamiera, gdy słońce jest w szczytowej fazie.

Mimo, że Malta jest malutką wyspą, to można zauważyć różnicę między południem a północą oraz centrum. Południe jest dużo spokojniejsze, sielankowe, wszystko toczy się we własnym spokojnym rytmie, więc i sjesta jest czymś częściej spotykanym na południu. Północ i centrum (aglomeracja dookoła stolicy – Valletty), to bardziej rozwinięta część, gdzie siedziby swoje ma mnóstwo firm, stąd jest bardziej dynamicznie i sjesta tutaj jest mało odczuwalna..


Lubisz podróżować palcem po mapie? Zobacz kraje, w których pracują nasi Czytelnicy!


W kuchni maltańskiej możemy znaleźć sporo wpływów innych krajów, szczególnie włoskich i arabskich – związane oczywiście z lokalizacją pomiędzy Włochami, a Tunezją. Zjemy więc mnóstwo makaronów, pizzę (maltańska jest na grubym cieście, ale nie brakuje też restauracji prowadzonych przez Włochów według ich własnych receptur), ale także bardzo słodkie, typowo arabskie desery. W każdym menu znajdzie się też brytyjskie Fish&Chips, pozostałości po rządach brytyjskich na Malcie.

Narodowym daniem na Malcie jest fenek, czyli królik. Gotowany w wielu postaciach, na różne sposoby, przede wszystkim jednak duszony z warzywami. W typowo maltańskim menu znajdziemy też zupy, bodaj najsłynniejsza to Aljotta – zupa rybna. I oczywiście ryby i owoce morza, których tu nie brakuje. Przede wszystkim tuńczyk – kolejne danie narodowe. Malta bowiem słynie ze swoich tuńczyków do tego stopnia, że poławiane o świcie, załadowane w  samolot, wieczorem lądują na stołach restauracji w Japonii. Słynne są także ryby Lampuki, ośmiornice czy kalmary. Miłośnicy owoców morza na pewno nasycą podniebienia. Pamiętajmy jednak, by zamawiając rybę lub owoce morza w restauracji, zawsze zapytać, czy są dziś świeże. Nie zawsze jest sezon na wybrane przez nas danie, toteż zdarza się, że serwowane są ryby mrożone.

Najbardziej popularną przekąską są tzw. Pastizzi, ciasta w stylu francuskiego z różnymi nadzieniami – najczęściej z ricottą, groszkiem lub kurczakiem. Bardzo smaczna przekąska. Ze słodkości zaś polecamy Imqaret – ciasteczka smażone na głębokim oleju z nadzieniem daktylowym. Smaczne i pożywne!

NURKOWANIE! Nie wszyscy pewnie wiedzą, że Malta należy do TOP10 miejsc na świecie jeśli chodzi o nurkowanie. Nie brakuje tu podwodnych wraków, wspaniałych jaskiń, a przejrzystość wody zachwyca. Sami zdecydowaliśmy się zrobić tu kurs nurkowania i w każdej wolnej chwili wskakujemy z butlą do wody, do dziś nie udało nam się odkryć wszystkich podwodnych atrakcji – jest ich tak dużo. Na Malcie znajdziecie masę świetnych centrów nurkowych, nawet kilka polskich, więc jeśli ktoś nie zna angielskiego, może swobodnie robić kurs w polskim centrum. My robiliśmy kurs w największym na Malcie centrum nurkowym, poznaliśmy tam masę wspaniałych ludzi z całego świata, z którymi jesteśmy w stałym kontakcie.

Poza tym Żeglowanie – tutaj warto pamiętać, że w szczycie lata nie pożeglujemy, bo wiatr jest znikomy. Więc sezon żeglarski zaczyna się jesienią i trwa całą zimę. W lecie praktycznie wszystkie żaglówki pływają na silnikach, zimą odbywają się różnorodne regaty i można bez problemu złapać wiatr w żagle.

I oczywiście coś dla każdego – pływanie, snorkeling – plaże są tutaj na każdym kroku i nawet na płytkich wodach można znaleźć sporo podwodnego życia – kolorowych rybek, ośmiornic, rozgwiazd. Nie trzeba być wielkim pływakiem, by czerpać mnóstwo radości z tutejszych wód. I pamiętajmy, że maltańskie wody są najczystszymi w Europie, więc kąpać można się bez żadnych obaw.

 

Czerwone budki telefoniczne, brytyjskie skrzynki na listy, ale nie zostało tego aż tak dużo. Najwięcej w stolicy – Valletcie, znajdziemy też w Mdinie i Sliemie. Ale to, co zostało i jest na terenie całej Malty, to brytyjskie gniazdka elektryczne i wspomniany już wcześniej ruch lewostronny. Co zabawne, kupując urządzenia RTV/AGD na Malcie najczęściej sprzęt będzie ze standardową wtyczką europejską stąd w każdym maltańskim domu przejściówka to standard.

Sporo Brytyjczyków przeprowadza się na Maltę, szczególnie na emeryturę, ale znajdą się też młodzi, którzy przenoszą się na tą południową wyspę twierdząc, że w Wielkiej Brytanii nie czują się już bezpiecznie. Faktem jest, że Malta jest bardzo bezpiecznym krajem. Kradzieże zdarzają się sporadycznie, na plaży swobodnie można zostawić wszystkie swoje rzeczy, z portfelem i telefonem na wierzchu i iść do wody nie zostawiając nikogo na straży, a wracając wszystko będzie na swoim miejscu. Można spacerować swobodnie w środku nocy i nikt nikogo nie zaczepi, samotne kobiety nie usłyszą gwizdów, czy komentarzy znanych z innych europejskich krajów.

Nie ma także bezdomnych – bo, co ciekawe, bezdomność jest na Malcie „nielegalna” – tj. można trafić do aresztu, gdyż są specjalne przytułki dla takich osób. Więc nie dziwimy się, że Brytyjczycy po zamachach terrorystycznych przeprowadzają się na Maltę właśnie. A przy okazji przywożą ze sobą piękne, stare samochody, wymuskane, zabytkowe, które wyciągają z garaży w weekend i jadą na wycieczkę w głąb wyspy. Aż miło patrzeć na takie cuda.

 

Maltańczycy są bardzo otwartym, przyjaznym narodem. Uwielbiają się socjalizować, więc nie trudno zastać ich na pogawędce nad kawą, czy na ławce na nadmorskiej promenadzie rozprawiających o dosłownie wszystkim. Są zakochani w swoim kraju i potrafią o nim rozprawiać godzinami, wychwalając pod niebiosa wszystko, co maltańskie. Lubią celebrować życie w swoim własnym tempie – to jest coś, do czego trzeba się przyzwyczaić, bo maltański czas płynie dużo wolniej. Każdy ma na wszystko czas,nie jest niczym dziwnym stanie w kolejce w sklepie, bo kasjer postanowił przeprowadzić długą pogawędkę z osobą stojącą przed Tobą w kolejce. Tu nikt się nie spieszy, a co nie zrobisz dzisiaj, zrobisz jutro, za tydzień, za miesiąc. Na początku troszkę nas to irytowało, bo tyle co się przeprowadziliśmy, mieliśmy do ogarnięcia nasze życie, które zaczynaliśmy od początku, a wszystko trwało więcej niż sobie założyliśmy. Aż w końcu staliśmy się tacy sami – nie udało się czegoś załatwić? Nieważne, to się zrobi jutro, chodźmy na spacer nadmorską promenadą. I tak jest dużo przyjemniej! Po co się niepotrzebnie stresować!

Do tego są koszmarnymi kierowcami! Odległości na wyspie są, jakie są, czyli małe, toteż nie mieli szansy nauczyć się porządnie jeździć, nie mają wielu znaków drogowych, nie wiedzą, do czego służy kierunkowskaz ani kto ma pierwszeństwo na skrzyżowaniu. Zaobserwowaliśmy to tak na drogach, jak i będąc z naszymi maltańskimi przyjaciółmi w Maroku – po drodze musieliśmy im tłumaczyć znaki drogowe i podstawowe zasady ruchu drogowego.

Maltańczycy potrafią też być bardzo dumni i pyszni. Nie lubią, gdy zwraca im się uwagę albo krytykuje się ich Ojczyznę. Dla nich Malta to oaza i raj. Często wydają fortunę na wakacje na Malcie lub Gozo (druga co do wielkości wyspa w archipelagu maltańskim), gdzie wynajmują luksusowe wille albo hotele pakując samochód po sufit walizkami. Pomyślcie sami – Malta jest wielkości Krakowa, czyli jedziecie na tygodniowe wakacje np. z rynku krakowskiego na Nową Hutę z wielkimi walizkami, wydajecie tam fortunę i wszystkim dumnie oświadczacie, że jedziecie na wakacje. Ale na wyspie szybko włącza się syndrom, że kilka kilometrów, to już ogromna trasa, nie do pokonania. Z drugiej zaś strony, gdy obcokrajowiec próbuje krytykować Maltę, może spotkać się z odpowiedzią „Go back to your Country” (wracaj do swojego kraju), zdarza się rzadko, ale zdarza, szczególnie na Południu wyspy.

Są także koneserami dobrego jedzenia i życia towarzyskiego– Maltańczyk uwielbia dobrze zjeść, kocha restauracje, kawiarnie. Każde takie wyjście to nie tylko okazja, by nasycić się aromatami, ale także, by wystroić się na kolację jak na przyjęcie – wysokie szpilki, eleganckie sukienki, nie raz fryzjer i makijaż od kosmetyczki, a Panowie wizyta u barbera i garnitur. Lubimy podglądać ich małe rytuały.

Przede wszystkim nie traktujcie Malty jako kierunek zarobkowy jak Skandynawia, czy Wielka Brytania. Jeśli chcesz jechać na Maltę, bo wydaje Ci się, że to tutaj zostaniesz miliarderem i uda Ci się odłożyć sporo oszczędności to jesteś w błędzie… Życie na Malcie nie należy do najtańszych, jeśli skonfrontujemy zarobki i cenę życia na wyspie. No chyba, że pracujesz w branży i-gamingowej w dziale IT, tutaj są zupełnie inne, wyższe stawki. To, co na Malcie ceni się najbardziej to słońce, lazurowa woda, plaże i zdrowe naszym zdaniem podejście do życia.

Od samego początku złap dystans, to jest kraj wyspiarski, słoneczny, każdy ma na wszystko czas i nie jesteś już w Polsce. Pamiętaj, nie porównuj Polski do Malty, bo siłą rzeczy rozmawiamy o zupełnie, ale to zupełnie innych krajach. Malta to wyspa, której całe wybrzeże możesz objechać w pół dnia. Po pewnym czasie dopaść Cię może syndrom wyspiarza – przychodzi długi weekend, chciałbyś pojechać w góry, zmienić otoczenie – na Malcie odległości są malutkie, zawsze będziesz miał swój dom w zasięgu ręki. Na szczęście w tym wypadku ratują tanie linie lotnicze, więc zawsze możesz polecieć choćby na pobliską Sycylię, dosłownie za kilka euro.

Lato na Malcie to życie na wakacjach, w każdej wolnej chwili możesz iść na plażę, popływać w przerwie lunchowej, zapominasz, że to jest Twoje życie, że to nie jest chwilowe. Rano budzi Cię słońce, do pracy dochodzisz już dobrze zgrzany, wieczorem z przyjemnością krzątasz się między kawiarenkami. Ale to także wysoki sezon turystyczny, więc po jakimś czasie będziesz czekać, aż lato się skończy, aż będziesz mógł swobodnie spacerować promenadą, aż plaże będą puste. I wtedy przychodzi zima – wyspa z żółtej, spalonej letnim słońcem znowu się zieleni, od czasu do czasu pada deszcz (nareszcie!), kwitną kwiaty, rośnie zielona trawa. Nasza ulubiona pora roku! Ale z drugiej strony trudna pora roku, bo nie każdy wie, że na Malcie domy nie mają ogrzewania, a okna nie przypominają nawet tych, które mamy w Polsce. Więc styczeń i luty to miesiące, kiedy cieplej jest na zewnątrz, a temperatura w środku potrafi spaść nawet do 12 stopni! Wynajmując więc mieszkanie zawsze pamiętaj o tym, by było po pierwsze słoneczne, po drugie miało klimatyzację i po trzecie w miarę możliwości nie było wilgotne. Przerobiliśmy już 5 mieszkań na Malcie, uwierz, że wiemy, o czym mówimy!

Ciesz się słońcem, spaceruj, zrelaksuj się, nie spiesz się, na Malcie nic i nikt Ci nie ucieknie, bo nawet nie ma gdzie. 🙂

W razie pytań, każdy do nas śmiało może pisać, z przyjemnością opowiemy więcej o tej słonecznej wyspie, bo rozmawiać o niej możemy godzinami!


Zobacz inne kraje czy warto wyjeżdzać za pracą 🙂