Opowieść z odległej, baśniowej krainy, czyli Japonia oczami Agnieszki

Tym razem opowieść z odległej, niemal baśniowej krainy, która fascynuje, zadziwia, a dla Europejczyka może być wyjątkowo nieodgadniona i niekiedy wręcz dziwna. Kraju, w którym standard życia jest na wysokim poziomie, ceni się kolektywizm, a praca zajmuje kluczowe miejsce na liście życiowych priorytetów. Zapnijcie mocno pasy, bo ruszamy do kraju kwitnącej wiśni. Naszym przewodnikiem po Japonii jest Agnieszka Wysokińska – japonistka, zafascynowana bez reszty tym pięknym krajem i prowadząca bloga Shizuokapl.


W tym artykule uzyskasz odpowiedzi na następujące pytania:

  1. Agnieszka aktualnie mieszka w Polsce, natomiast miała pewien epizod związany z pobytem w Japonii. Skąd pomysł na wyjazd do Japonii, jak długo tam była i co wpłynęło na decyzję o powrocie do Polski?
  2. Japoński jest jednym z najtrudniejszych języków świata. Czy udało się jej go nauczyć? A jeśli tak, to jak zacząć swoją przygodę z tym językiem?Czy angielski byłby wystarczający, aby odnaleźć się w Japonii?
  3. Co było dla niej największym wyzwaniem podczas pierwszych miesięcy pobytu?
  4. Jak szukać pracy w Japonii i jak Agnieszka jej szukała? Czy Japonia jest otwarta na osoby z innych krajów?
  5. Japończycy należą do jednych z najbardziej zapracowanych narodów. Częsta jest tu też tzw. śmierć z przepracowania. Z czego to tak naprawdę wynika? Skąd w Japończykach taki kult pracy?
  6. Czy Agnieszka, jako osoba z zewnątrz musiałaś się w jakiś sposób dostosować do ich trybu pracy i wejść w podobny styl działania?
  7. Jak wyglądał jej typowy dzień pracy?
  8. Jak dba się o pracownika na japońskim rynku pracy? Czy można tu mówić o czymś takim jak dążenie do work-life balance?
  9. Do ilu dni urlopu wypoczynkowego rocznie uprawniony jest pracownik? I oczywiście, co w przypadku choroby? Można wówczas skorzystać ze znanego nam L4?
  10. Macierzyński w Japonii. Jak długi jest i czy młodzi rodzice mogą liczyć na jakieś specjalne przywileje?
  11. Kiedy w Japonii przechodzi się na tzw. emeryturę? I w jaki sposób Japończycy zabezpieczają swoją finansową przyszłość?
  12. Gdy czytam, bądź oglądam filmy dokumentalne o Japonii, to mam wrażenie, że jest to specyficzny stan umysłu, kraj który zadziwia i intryguje na każdym kroku. Najbardziej nietypowe zwyczaje Japończyków…
  13. Jak odnaleźć się w tak zatłoczonych miejscach jak chociażby Tokio?!
  14. Jakie są Ulubione rozrywki Japończyków. Jak się relaksują? Co ze słynnym piciem herbaty i rytuałem z nim związanym?
  15. Co jest najważniejsze w budowaniu relacji z Japończykami? Jak zdobyć ich zaufanie?
  16. Komunikacja publiczna w Japonii. Faktycznie punktualna i bardzo powszechna wśród Japończyków? A słynne Shinkansenem – czy podróż taką koleją jest na kieszeń przeciętnie zarabiającego mieszkańca?
  17. Jaki jest standard i koszty życia w Japonii?
  18. Złota rada Agnieszki dla tych, którzy planują emigrować do Japonii…

Decyzja i początki przygody w Japonii.
Zaczęło się tak jak u dużej części japonistów – zainteresowanie mangą i anime. U mnie jednak, to bardzo szybko przeminęło, a znudzenie popkulturą zbiegło się w czasie z obejrzeniem serialu shogun. No i wpadłam – Japonia stała się moim hobby. W Polsce poznałam dużo Japończyków, gościłam ich u siebie. Wtedy też poznałam Tego Japończyka i wszystkie moje marzenia o wyjeździe „kiedyś tam” zaczęły nabierać realnego kształtu. Dzisiaj jesteśmy narzeczeństwem.
W Japonii byłam w sumie trzy razy, w tym raz na wizie “zwiedzaj i pracuj”. Do Polski wróciłam bo taki mieliśmy plan. Rok ja w Japonii, a potem on sprowadza się do Polski i już tutaj zostajemy.

Myślę, że najtrudniejszym językiem na świecie jest język polski! (śmiech)
Zacznę od tego, że moim zdaniem angielski jest wystarczający by pojechać i żyć w Japonii, a już na pewno w dużych aglomeracjach. Znam kilka osób, które już tak mieszkają od kilku lat. Jednak nieznajomość język japońskiego to bariera, która odcina obcokrajowca od korzystania pełnymi garściami z uroków tego pięknego kraju.
Myślę, że mogę teraz spokojnie powiedzieć, że już tylko szlifuję swoje umiejętności językowe. W Japonii pracowałam i mieszkałam razem z Japończykami. Wśród wszystkich moich znajomych tylko dwie osoby mówiły po angielsku, więc… ten rok bardzo mnie rozwinął językowo.
Przygodę z językiem trzeba zacząć przede wszystkim od zadania sobie pytania: Czy ja naprawdę interesuję się Japonią? Bo odradzam naukę tego języka, jeśli ktoś po prostu chce postawić sobie wyzwanie. Japoński to nie tylko gramatyka zupełnie inna od naszej i ponad 2200 znaków do wyuczenia. Z tym językiem nierozerwalnie wiąże się kultura: nie da się opanować jednego elementu, bez nauki drugiego.

Mieszkałam w małym portowym miasteczku w prefekturze Shizuoka, więc bardzo długo trwało zanim przekonałam sąsiadów, kasjerów w sklepie czy kelnerki w restauracji, że nie jestem tykającą bombą, która zaraz zrobi coś „niestosownego”. Niestety, w pomniejszych miejscowościach nadal dominuje obraz obcokrajowca-ignoranta. Logan Paul spotęgował to wrażenie (warto sobie wygooglować jego video z Tokio).
Japończycy są wyspiarzami, hermetycznie zamkniętym środowiskiem. Przekonanie ich żeby „wpuścili mnie do środka” trwało prawie pół roku.


Praca. Warunki zatrudnienia.

Ja popełniłam błąd, bo założyłam, że znając japoński i angielski znajdę pracę od ręki. Podejrzewam, że w dużej metropolii nie byłoby z tym problemu, natomiast w Yaizu okazało się to bardzo trudne. Dlatego wszystkim, którzy decydują się na wyjazd polecam znalezienie pracy jeszcze przed wyjazdem, przez strony takiej jak Gaijinpot. Pracodawcy, którzy zamieszczają tam ogłoszenia są nastawieni na obcokrajowców, chętnie przeprowadzają rozmowy kwalifikacyjne na skype’ie i dają odpowiedź jeszcze przed naszym przylotem. Warto tutaj nadmienić, że Japończycy to bardzo uporządkowany kraj. Bardzo lubią mieć na wszystko plan, być przygotowani na każdą ewentualność. Niespecjalnie lubią być zaskakiwani, szczególnie w pracy. Dlatego szukanie pracy przed wyjazdem jest naprawdę wygodne, a Nam zredukuje stres związany z zatrudnieniem do zera.
Szukałam pracy przez japoński urząd pracy, tj. Hello work. Jednakże podobnie jak u Nas, raczej nie dostanie się tam zatrudnienia w korporacji albo dużej firmie wygodnie za biurkiem. W Hello Work są oferty prac, których raczej nikt nie chce wykonywać tj. przy taśmie w fabryce, za ladą w convenience store, czy jako przedszkolanka (stres związany z kontaktami z wiecznie niezadowolonymi rodzicami jest zbyt duży). Później przedstawiono mnie członkowi grupy wspomagającej osoby bezrobotne. Byłam na kilku rozmowach, w tym m.in. przez kilka dni dorywczo pracowałam w SBS radio w Shizuoce. Fajna przygoda! Byłam już dłużej w Japonii (dwa miesiące), gdy znajomi uznali, że można mnie „przedstawić” kilku osobom. W Japonii jest to bardzo powszechne zjawisko i nie ma nic wspólnego z załatwianiem komuś czegoś po znajomości. Przedstawianie kogoś (prywatnie, czy zawodowo) to „poręczenie za kogoś” w takim sensie, że przedstawiana osoba jest moralną, na pewno nie wyrządzi żadnej szkody (tj. nie okradnie, nie zniszczy, etc). I takie właśnie poręczenie za kogoś w Japonii to drzwi do japońskiego społeczeństwa. Wówczas zapraszano mnie na rozmowy i sprawdzano moje predyspozycje do wykonywania danej pracy. W ten oto sposób znalazłam pracę w restauracja i kawiarni (obrót gotówką, dlatego poręczenie było ważne) i w urzędzie miasta (jestem obcokrajowcem, ale na pewno dopełnię obowiązków, nie okradnę i nie okłamię – ponieważ moja praca była związana z urzędem miasta i bano się o wizerunek, poręczenie za mnie usuwało obawy, że mogę zrobić coś niewłaściwego). W większych metropoliach takie poręczenie nie jest już tak bardzo potrzebne, ale w małych miastach bez tego nadal ciężko funkcjonować. Niestety, Japończycy bardzo niechętnie udzielają tego poręczenia.  Poproszenie o takowe, może skutkować zerwaniem znajomości, więc lepiej poczekać aż sami wyjdą z taką propozycją. Takie poręczenie jest też ważne w sferze towarzyskiej. Można wejść do grupy znajomych, praktycznie tylko jeśli ktoś cię przedstawi.
Moimi poręczycielami byli: narzeczony i wieloletni przyjaciel.

W słowniku japońskim jest nawet specjalne słowo na „śmierć z przepracowania” – karōshi . I faktycznie, znanych jest wiele przypadków, gdy ktoś pracował tak dużo, że organizm już po prostu nie wytrzymał. Są też osoby, które psychicznie nie wytrzymują takiej presji i popełniają samobójstwa (jest nawet w Tokio „stacja samobójców”).
Rozmawiałam na ten temat z moimi 75 letnimi znajomymi i kult pracy ma swoje podstawy między innymi w sytuacji powojennej Japonii. Ma to swoje korzenie na pewno dużo wcześniej, ale w latach ’40 kraj był w ekonomicznym dołku, więc rząd japoński zachęcał do zdwojonych wysiłków by odbudować ojczyznę. W Japonii bardzo często liderzy odwołują się do obowiązku wobec społeczeństwa i ojczyzny. Wówczas ich praca była wykonywana z serca, z określonym celem. Wydaje mi się natomiast, że obecnie jest to przede wszystkim kwestia kulturowa. Starsi, pracownicy którzy są już przyzwyczajeni do tego, że niemal „mieszkają” w firmie, wymagają tego od młodszych.

Myślę, że to zależy od tego, gdzie się pracuje, ale ja musiałam się dostosować. Pojechałam tam zresztą z myślą, że jestem gościem i nie będę zaprowadzać u nich swoich słowiańskich porządków – „Jeśli wejdziesz między wrony, kracz jak one”.
Japończycy to naród kolektywny. Pracę zespołową opanowali chyba do perfekcji i niemal każde zadanie wykonują razem. W urzędzie miasta konsultowałam wszystko z moją partnerką, bo „co dwie głowy to nie jedna”, a restauracja – jedno z najpopularniejszych miejsc w regionie – tam nie było ani czasu, ani miejsca na pomyłkę. Każdy gest był opanowany do perfekcji i zgrany zresztą załogi:  by klient był zadowolony, żeby nadążyć z zamówieniami, pogadać z gośćmi, a potem posprzątać lokal i nie zostać do rana.
Poza tym, fakt że potrafiłam się dostosować sprawił, że Japończycy się przede mną otworzyli.

Mieszkałam na wsi, więc czy śnieg czy deszcz musiałam pokonać w sumie 6 km na rowerze w jedną stronę i 15 km autobusem rejsowym. Pracowałam w sąsiednim mieście, do którego dojazd był bardzo zły. Rano trzeba było posprzątać cały kompleks. Braliśmy za mopy, szczotki do sedesu i przez 30 minut sprzątaliśmy. Oszczędzano na ekipie sprzątającej. Częsta praktyka. Potem mieliśmy chwilę, żeby przygotować się do codziennego spotkania, na którym informowaliśmy o swoich postępach oraz planach na nadchodzący dzień. Moimi codziennymi obowiązkami było wyjeżdżanie do miasteczka, zbieranie materiałów o ludziach i miejscach oraz pisanie o tym krótki artykułów na facebooka oraz bloga wydziału promocji miasta. Była to seria artykułów o „Japonii z punktu widzenia obcokrajowca”, innymi słowy byłam zagrywką PR-ową miasta. W międzyczasie, z anglojęzyczną partnerką tworzyłyśmy magazyn promocyjny miasta, więc wyszukiwałyśmy ciekawe osoby i miejsca, o których można by było opowiedzieć. Spotykałyśmy się z nimi, przeprowadzałyśmy wywiady i asystowałyśmy przy sesjach zdjęciowych. Ponadto tworzyliśmy wydarzenia, takie jak yoga czy „swatanie par”. Do tego wszystkiego trzeba było wypełniać dokumenty. Japończycy uwielbiają odręczne wypełnianie dziesiątek druków. Szczególnie Ci w urzędach miasta. Ich biura wyglądają trochę jak labiryntu poukładane z segregatorów.
Pracując w budynku wydziału promocji miasta byliśmy zobowiązani pomagać też przyjezdnym i osobom odwiedzającym pobliski plac zabaw. Moja codzienność wiązała się przede wszystkim z realizacją bieżących wydarzeń aktywizacyjnych, promocją i kontaktami z mieszkańcami.

Japończycy pracują przez niemal całe swoje życie i to po czasami po kilkadziesiąt godzin więcej niż jest to zapisane w ustawie. Japończycy, tak jak Polacy, mają ustanowiony 40 godzinny tydzień pracy, przy zatrudnieniu na pełen etat na umowę o pracę (w Japonii również funkcjonują tzw. umowy śmieciowe). Rząd promuje program „work-life-balance”, dużo się o tym mówi i pisze, ale w praktyce… nie ma to żadnego zastosowania. Kulturowo przyjęte jest, że nie można wyjść za wcześnie (niedobrze jest wyjść przed szefem), a z drugiej strony przełożony musi pokazać jak bardzo jest zapracowany, więc zostaje na nadgodzinach. I w ten oto sposób są w stanie wyrobić prawie 160 godzin nadgodzin (sprawa dziennikarki sprzed kilkunastu miesięcy). I porównując rynek japoński do polskiego, to nie można powiedzieć, że dba się o pracownika. Owszem, finansowo zapewnia się jego dobrobyt, a lojalni pracownicy mogą liczyć na coroczną podwyżkę do pensji (gdy zaczynałam pracować dorywczo w restauracji zarabiałam 800 yenów/1h, po 6 miesiącach dostawałam już 950yenów/1h), ale poza tym wymaga się by osoba zatrudniona była całkiem oddana firmie.  Co więcej źle widziane jest, gdy ktoś kto ukończył studia zmienia pracę. Trzeba to bardzo dobrze uargumentować nowemu pracodawcy, a i wtedy nie ma gwarancji, że spotka się ze zrozumieniem.

Prawnie ustanowione jest, że po przepracowaniu w jednej firmie 6 miesięcy można dostać 10 dni wolnego, wraz ze stażem pracy ilość dni wolnych od pracy się zwiększa, aż do przepracowania 6 lat i 6 miesięcy kiedy  dostaje się 20 dni co roku. Problem jest w Japonii taki, że nikt tego nie przestrzega. Kulturowo uwarunkowane jest, że Japończycy nie biorą urlopów – pracują bez przerwy.  Pracownicy boją się ostracyzmu ze strony współpracowników, a pracodawcy wcale nie są chętnie dawać wolne. Ja niestety miałam taką przykrą przygodę. Kiedy kończyłam prace w wydziale promocji miasta w urzędzie przysługiwał mi urlop, który chciałam sobie odebrać. Przedyskutowałam to ze swoją partnerką, która odradziła mi to, jeśli chce zrobić wszystko „po japońsku”. W ostatnim miesiącu mojego wyjazdu każdy dzień był dla mnie na wagę złota, więc w tym wypadku postanowiłam być bardzo polska. Chciałam wolne i chciałam zwiedzać, póki jestem na miejscu. Ona to zrozumiała i pomogła mi napisać podanie. Jedno, drugie, trzecie i kilka kolejnych. Wszystkie zostały odrzucone. We wniosku należało wpisać powód i każdy z podanych przeze mnie został uznany za niewystarczający do wzięła urlopu, który mi przecież prawnie przysługiwał. Był taki moment, że chciałam po prostu nie przyjść do pracy, ale przełożony dał mi do zrozumienia, że może to mieć konsekwencje dla mojej partnerki. Ja wracałam do Polski, a ona zostawała na miejscu z małym dzieckiem – zrezygnowałam z urlopu, a ostatniego dnia podpisałam dokumenty, że urlop wybrałam. Mój przypadek nie jest odosobniony.
Niestety, litera prawa nijak nie ma się do rzeczywistości, a ogłaszane przez japoński rząd nowelizacje dotyczące ochrony życia Japończyków to niestety zwykła zagrywka PRowa. Słyszałam natomiast, że młodzi Japończycy zaczynają się powoli buntować, np. nie decydując się tak często na nadgodziny jak współpracownicy. Może dla nas Polaków jest to niewielka zmiana, ale należy pamiętać, że nie wszyscy na świecie jesteśmy tacy sami. I to co u nas jest zaledwie cichym głosem protestu w Japonii jest aktem prawdziwiej odwagi. By w tak kolektywnym społeczeństwie wyjść przed szereg i zrobić chociaż odrobinę inaczej niż jest to przyjęte.
W Japonii nie ma L4. Ja z czymś takim się nie spotkałam. Narzeczony wspominał mi, że to jest jedna z rzeczy, która najbardziej zdziwiła go w Polsce – możliwość wypoczynku i regeneracji sił. W Japonii można dostać wolne jedynie w przypadku grypy, kiedy przymusowo trzeba zostać w domu przez siedem dni. Okres grypy jest w Japonii bardzo zauważalny – bardzo często ponad połowa uczniów w klasie jest nieobecna, bo jedno dziecko zaraża kolejne.

Urlop macierzyński to znowu nie-pracowanie, więc sprawa kłopotliwa. Według prawa japońskiego kobieta ma 6 tygodni odpoczynku przed datą porodu i 8 tygodni po porodzie. Po tym okresie musi wrócić do pracy. Prawda jest niestety taka, że w firmie świeżo upieczona mama jest ciężarem. Nie może tak dużo pracować, martwi się o dziecko, dochodzą jej obowiązki rodzicielskie. Zwykle jest tak, że kobieta odchodzi z pracy po wyjściu za mąż, a najpóźniej gdy zajdzie w ciąże i zostaje wówczas panią domu.  Przełożony nie może jej teoretycznie zwolnić z powodu ciąży, ale powszechna jest podobno praktyka pośredniego namawiania do odejścia z pracy. Podejrzewam, że dla moich przyszłych teściów nadal jest niezrozumiałe to, że po urodzenia dziecka planuje wrócić do pracy. Znam też dużo Japonek, które mimo wszystko marzą o tym by zostać paniami domu.

Zarówno mężczyźni, jak i kobiety mogą przejść na emeryturę w wieku 65 lat, ale nie jest to przymusowe i dużo osób korzysta z możliwości kontynuowania zatrudnienia.  I pracują do momentu kiedy mogą, więc niestety dużo stanowisk w Japonii jest blokowanych przez osoby w podeszłym wieku, które uważają, że mogą pracować, a niekoniecznie tak musi być. Szczególnie razi to na stanowiskach burmistrzów nawet i tych małych miasteczek. Ponad siedemdziesięcioletni włodarz miasta, który owszem ma doświadczenie, ale niestety brak mu już sił, a do tego elastyczności i chęci wprowadzania zmian. Japończycy pracują ciężko przez całe życie, ale nie trwonią pieniędzy. Zwykle dużą część odkładają na konto bankowe (najlepiej do kilku, bo nigdy nie wiadomo, który bank upadnie) albo „do skarpety”. Obecni emeryci mają bardzo wysokie emerytury i korzystając z nich, wyjeżdżają na wakacje, m.in. do Europy. Dużo moich znajomych nie mogło zrozumieć, że swoje ciężko zarobione  przez jedenaście miesięcy pieniądze przeznaczyłam na miesięczne podróżowanie po Japonii. Uważali, że powinnam je odłożyć „na przyszłość”. Taka jest więc japońska mentalność – pracować do utraty tchu, prawie nie spać i wszystko odkładać na konto, by skorzystać z tego na starość.

Życie w Japonii. Złote rady.

Słuszna uwaga. Japończycy mają bardzo odmienną kulturę od europejskiej czy amerykańskiej. Łatwo jest to zrozumieć, gdy zna się język. Japończyk nie powie, że coś jest „brzydkie”, powie „nie jest ładne”. Nie odmówi też spotkania, czy pomocy, będzie się zręcznie wymigiwał „W piątek? Gdybym tylko mógł Ci pomóc w sobotę…”. Powierzchni w Japonii do życia jest naprawdę niewiele – 90% to góry i obszary wyżynne. W związku z tym poruszają się i zachowują tak by nie sprawić problemu osobom wokół siebie.
Poza tym, mają po prostu swoją kulturę, jak każdy kraj. Z takich najbardziej nietypowych zachowań… Japończycy są szczodrzy, ale nie ma u nich kultury dawania napiwków. Przy drzwiach w łazience niemal zawsze jest ustawiona para kapci. Przed wejściem należy zdjąć „domowe” i założyć „łazienkowe”, żeby nie mieszać tych dwóch sfer. Na co dzień są dość wstydliwi, ale w popularnych basenach bez skrępowania kąpią się bez kostiumów kąpielowych. Zawsze wyjeżdżając gdzieś na wakacje albo zwyczajnie na wycieczkę kupując regionalne produkty jako upominki dla rodziny, przyjaciół i współpracowników. Boże Narodzenie jest świętem zakochanych, a nie rodzinnym. Chodzi się wówczas na randki i je ciasto bożonarodzeniowe.

Na to jest wiele metod, ale przede wszystkim – metro. Metrem dojedzie się praktycznie wszędzie. Ja zrezygnowałam całkiem z komunikacji naziemnej. Ściągnęłam aplikację na telefon, w którą wpisywałam adres miejsca docelowego i zwrotnie dostawałam informację krok po kroku jak dojechać tam metrem. A w metrze wszystkie tabliczki z nazwami stacji są w alfabecie łacińskim, więc przyjazne obcokrajowcom. Jest bardzo dużo punktów informacji turystycznej, a tam bezpłatne przewodniki po Tokio w języku angielskim. We wszystkich ważniejszych miejscach turystycznych są również informatory w języku angielskim. W restauracjach (i to w całym kraju) potrawy w menu opatrzone są zdjęciem, więc łatwo jest wybrać coś dla siebie.
A przede wszystkim japońska życzliwość. Nie słyszałam jeszcze, by jakikolwiek cudzoziemiec został zignorowany, gdy prosił o pomoc. Mało tego, gdy ja przeglądałam mapę często byłam pytana, czy potrzebuję pomocy. Moja mama, która nie mówi po japońsku, gdy zatrzymała jakąś gimnazjalistkę i zapytała „seven eleven?” (convenience store, mały sklep typu żabka), dziewczyna gestem poprosiła ją żeby z nią poszła i doprowadziła ją pod sam sklep. Japonia jest zdecydowanie krajem do turystycznych wypadów.

Myślę, że ulubionymi rozrywkami Japończyków jest chodzenie do onsenu (gorące źródła) oraz uczestnictwo w przeróżnych festiwalach, zarówno lokalnych jak i tych większych. Mam też wrażenie, że Japończycy uwielbiają wszystko co sezonowe, co przemija i na co trzeba czekać cały rok. Przykładem mogą być piknik w czasie kwitnienia wiśni albo „polowanie na truskawki”, czyli objadanie się ze znajomymi truskawkami w szklarni. W Japonii nauczyłam się cieszyć małymi rzeczami, celebrować, wydawałoby się, niewielkie wydarzenia. Dzięki temu dostrzegam więcej uroków codziennego życia, tak myślę.

Po pierwsze, nie trzeba mówić po japońsku żeby ich sobie zjednać. Uśmiech, szacunek i poszanowanie ich zwyczajów to klucz do japońskiego serca. Zaprzyjaźnienie się z Japończykiem jest trudne, ale nie niemożliwe (śmiech). Oni po prostu inaczej widzą przyjaźń. Dla nich to nie jest pisanie do siebie maili codziennie, albo co tygodniowe spotykanie się na pogaduchy. To możność polegania na sobie w prawdziwie trudnych sytuacjach. To właśnie prawdziwi przyjaciele podali mi rękę, gdy dopiero zaczynałam w Japonii. Niczego nie obiecywali, nie opowiadali o tym jak mi pomogą, tylko dzwonili i mówili „jest taka i taka praca, wstępnie rozmawiałem z właścicielem, chcesz żebym umówił Cię na rozmowę kwalifikacyjną?”. To jest kultura gestów, a nie słów. Japończyk nie powie Ci, że Cię kocha (niemal nie używają tego słowa), on Ci to pokaże.

Komunikacja w Japonii jest bardzo punktualna i świetnie zorganizowana. Pociągi faktycznie przyjeżdżają co do minuty, natomiast autobusy rejsowe na swojej trasie napotykają takie same problemy jak wszędzie na świecie – korki. Pamiętam, że autobus, którym jechała moja mama miał godzinne opóźnienie.  Shinaknseny są drogie i ja rzadko sobie pozwalałam na podróżowanie nimi. Lepiej wybrać konkurencyjne cenowo samoloty. Mnie lot samolotem na trasie Tokio-Sapporo wyniósł 60% ceny biletu na shinaknsen. Jednak muszę przyznać, że te super szybkie pociągi są bardzo wygodne.

To, że w Japonii jest drogo, to chyba powszechnie wiadomo, więc nie miałam zbyt dużych oczekiwań, ale… było naprawdę bezproblemowo, jeśli mowa o rachunkach domowych.  Złotówki, które się przywiezie szybko znikają z portfela, ale gdy zarabia się już w yenach sytuacja jest zupełnie inna. Najlepiej przedstawić to chyba w ten sposób: minimalna stawka godzinowa w prefekturze Shizuoka wynosi (w 2017 roku) 750 yenów, czyli około 24 złotych. W Polsce to około 11 złotych. Żeby zjeść solidny posiłek w Japonii trzeba wydać od 12 złotych (350 yenów), a w Polsce od 15. Standardy życia są naprawdę wysokie i mając pracę na pełen etat, albo dwie dorywcze, można sobie pozwolić na wynajęcie mieszkania, podróże i inne przyjemności. A co najciekawsze – gdy porównałam swoje rachunki za media w Polsce i w Japonii to okazało się, że wysokość płatności jest niemal identyczna!

Jeśli już nie uczycie się języka to załóżcie, że zaczniecie. I kultury. Japonia to kraj planowania każdego swojego działania, więc przygotujcie się do swojego wyjazdu tam. Szkoda czasu i nerwów na miejscu.


Zaintrygowało, zainspirowało? Nogi rwą się do podróży? Jeśli tak, to koniecznie zerknij do pozostałych artykułów z cyklu „Dookoła pracy” W tej serii ukazały się już:

ALBANIA: Żyć i pracować w kraju Orłów, czyli Albania oczami Roksany
DANIA: kraj lukrecji i hygge oczami Pauliny

INDIE: O życiu i pracy w barwnych Indiach oczami Renaty
USA: Nowy Jork – miasto, które nigdy nie śpi, czyli American Dream oczami programistki
NIEMCY: O życiu i pracy w urokliwej Bawarii oczami Doroty
MALEZJA: Kraj nowych technologii, kiasu i aromatycznej kuchni, czyli życie i praca w Malezji okiem Zuzanny
CZECHY: Kraj wojaka Szwejka, krecika i skalnych miast, czyli życie i praca w Czechach oczami Angeliki
BAHRAJN: Perła Zatoki Perskiej, czyli o życiu i prowadzeniu własnej firmy w Bahrajnie oczami Izabeli
ANGLIA: Praca w kosmopolitycznym Londynie, czyli Anglia oczami Łukasza
ZJEDNOCZONE EMIRATY ARABSKIE: Praca w kraju wiecznego lata – Zjednoczone Emiraty Arabskie okiem Natalii